Sąd Okręgowy Warszawa-Praga podjął w czwartek taką decyzję po zapoznaniu się z opinią biegłego neurologa, który uznał udział lustrowanego w procesie za "przeciwwskazany".

 

- Biegły uznał, że lustrowany nie jest w stanie brać udziału w procesie ani fizycznie, ani merytorycznie - powiedziała sędzia Beata Ziółkowska, uzasadniając postanowienie trzyosobowego składu sądu. Dodała, że lustrowany jest osobą "ciężko chorą", co stanowi "długotrwałą przeszkodę", uzasadniającą w myśl prawa zawieszenie procesu.

 

To finał sprawy

 

- Według mnie to zamyka całą sprawę - powiedział mediom mec. Przemysław Rosati, obrońca nieobecnego w sądzie lustrowanego. Dodał, że to sygnał, że "państwo dba o swoich bohaterów i nie sądzi starych ludzi". Według adwokata, IPN mógł wydać takie samo postanowienie już wcześniej, na etapie swego postępowania.

 

Podczas czwartkowego posiedzenia sądu mec. Rosati podtrzymał swój wniosek o zawieszenie sprawy. Prok. IPN Jarosław Skrok powiedział zaś sądowi, że wnioski biegłego są jednoznaczne, wobec czego nie oponuje on wobec tego wniosku.

 

W lipcu sąd na wniosek obrony powołał biegłych do ustalenia, czy stan fizyczny i umysłowy lustrowanego, w połączeniu z jego wiekiem, pozwala mu na udział w procesie. Rosati wnosił wtedy o zawieszenie postępowania, powołując się na stale pogorszający się stan swego klienta. Mówił, że proces powinien zostać zawieszony, bo możliwość w pełni świadomego udziału w nim lustrowanego to ważny element prawa do obrony i rzetelnego procesu.

 

Prokurator pionu lustracyjnego IPN Piotr Dąbrowski, który wniósł o lustrację Ścibora-Rylskiego, poparł w lipcu w sądzie wniosek o powołanie biegłych. - Są materiały wskazujące na wątpliwości co do prawdziwości oświadczenia lustracyjnego - powiedział wtedy PAP.

 

Pytany o stanowisko obrony, według której nie można mówić w tym przypadku o współpracy w rozumieniu ustawy, odparł: - Będziemy o tym dyskutować, kiedy sprawa się zacznie.

 

Współpraca - nawet jeśli, to nie w rozumieniu ustawy

 

Według mec. Rosatiego nie można mówić, by generał był tajnym i świadomym współpracownikiem służb PRL. Wcześniej mówił, że oświadczenie lustracyjne Ścibora-Rylskiego o braku związków ze służbami PRL jest zgodne z prawdą. - Nie są bowiem spełnione kryteria współpracy wskazane w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego - podkreślał. Dlatego, według niego, nie można w tym przypadku mówić o współpracy w rozumieniu ustawy lustracyjnej.

 

Ścibor-Rylski podlega lustracji jako członek Kapituły Orderu Wojennego Virtuti Militari. Pion lustracyjny IPN zarzucił mu, że w oświadczeniu lustracyjnym z 2007 r. zataił swe związki ze służbami PRL.

 

Jak podawała "Gazeta Wyborcza", według IPN Ścibor-Rylski był tajnym współpracownikiem poznańskiego UB jako TW "Zdzisławski" w latach 1947-64, a potem, po przeprowadzce do Warszawy, miał podjąć współpracę z wywiadem, którą kontynuował do 1981 r. Zdaniem "GW" zachowały się jego teczka personalna i teczka pracy, 34 ręcznie pisane przez niego meldunki oraz kilkadziesiąt raportów ze spotkań z oficerem prowadzącym.

 

"Z dokumentów UB wynika, że został zmuszony do współpracy na podstawie materiałów kompromitujących. Był początkowo wykorzystywany do rozpracowywania środowiska polonijnego w USA i osób przyjeżdżających na Międzynarodowe Targi Poznańskie" - pisała "GW". Według niej w IPN generał nie zaprzeczył związkom z UB; oświadczył zaś, że współpracę podjął na polecenie swego dowódcy z AK Jana Mazurkiewicza "Radosława". - oficer wywiadu AK zgodziłem się w Poznaniu na współpracę z UB, ale moim faktycznym celem było uzyskiwanie informacji, kim interesuje się Urząd, i następnie ostrzeganie tych osób. Pytano mnie o kolegów z powstania, a ja nie udzielałem żadnych informacji, wykręcałem się. Natomiast później informowałem taką osobę, że UB się nią interesuje, w ten sposób ostrzegałem kolegów - zeznał (według "GW") w IPN. Generał miał też twierdzić, że o swojej działalności informował wiele osób.

 

Ostatni weteran takiego stopnia

 

Urodzony w 1917 r. w rodzinnym majątku pod Kijowem Ścibor-Rylski był żołnierzem września 1939 r., potem walczył w 27. Wołyńskiej Dywizji AK - uczestniczył w akcji "Burza". W powstaniu warszawskim dowodził kompanią "Motyla" w zgrupowaniu "Radosław". Był jednym z inicjatorów powołania Muzeum Powstania Warszawskiego. Należał do komitetu honorowego Bronisława Komorowskiego w wyborach prezydenckich w 2010 i 2015 r. Wielokrotnie apelował, by nie upolityczniać uroczystości w rocznicę 1 sierpnia. Jest najstarszym stopniem żyjącym uczestnikiem powstania.

 

Na mocy ustawy lustracyjnej urodzone przed 1 sierpnia 1972 r. osoby pełniące szeroko pojęte funkcje publiczne (oraz kandydaci do nich) składają oświadczenia, czy od 1944 r. do 1990 r. byli funkcjonariuszami, pracownikami lub tajnymi współpracownikami służb specjalnych. Ich prawdziwość bada pion lustracyjny IPN, a jeśli podejrzewa, że ktoś zataił związki ze służbami, kieruje sprawę do sądu. Osoba prawomocnie uznana przez sąd za "kłamcę lustracyjnego" nie może w ciągu od 3 do 10 lat pełnić funkcji publicznych. Ustawa nie zakazuje piastowania stanowisk tym, którzy przyznają się do związków ze służbami PRL - decyzja należy do tego, kto powołuje na dany urząd, lub do wyborców.

 

W IPN jest w sumie 371 tys. oświadczeń lustracyjnych - do końca 2015 r. zweryfikowano ich ponad 56 tys.

 

PAP