Naukowcy z amerykańskiego Uniwersytetu Stanforda przez półtora roku badali, w jaki sposób młodzież odbiera informacje docierające do niej przez internet. W różnych testach uczestniczyło w sumie 7804 uczniów z 12 stanów. Odbywały się w one szkołach średnich, które są odpowiednikiem polskich gimnazjów oraz pomaturalnych i wyższych.

 

Sprawdzano umiejętność rozumienia czytanych wiadomości, właściwej oceny treści napływających z Facebooka  i Twittera, oceny komentarzy na forach, zdjęć i innych komunikatów z internetu, które kształtują opinię publiczną.  "Byliśmy zaskoczeni brakiem przygotowania uczniów" - napisali autorzy raportu.

 

Jak się okazało młodzi ludzie nie są w stanie rozpoznać fałszywej informacji w internecie, odseparować różnych form reklamy od zwykłych artykułów oraz nie zwracają uwagi na źródła informacji.

 

Bankową reklamę biorą za pewnik

 

Uczniowie szkół średnich m.in. dostali do przeczytania artykuł sponsorowany przez jeden z banków, w którym nakreślono, w jaki sposób powinni gospodarować swoimi pieniędzmi. Następnie zapytano ich, dlaczego nie powinni ufać tej treści. Aż 66 procent  badanych nie zdawało sobie sprawy, iż teks powstał na zlecenie i za pieniądze banku.

 

Podczas innego zadania, uczniowie szkół średnich mieli wskazać zamieszczone na poniższej stronie internetowej reklamy.

 

 

Tę tradycyjną, np. zawierającą kod rabatowy, zauważyli bez problemu, podobnie tradycyjne artykuły. Niestety, aż 80 procent z 203 badanych nie zauważyło tekstu sponsorowanego, mimo iż był on tak podpisany. Co więcej, wielu stwierdziło, że chociaż jest to materiał sponsorowany, to zawiera wiarygodne i obiektywne informacje.

 

Zaufali fałszywemu profilowi na Facebooku

 

Zbadano także studentów uczelni wyższych. Sprawdzono m.in., czy zwracają uwagę na to, czy wiadomości na Twitterze lub Facebooku pochodzą z tzw. oficjalnych profili, oznaczonych niebieskimi znaczkami.

 

Przedstawiono im dwa posty z Facebooka stacji Fox News dotyczące Donalda Trumpa. Jedna pochodziła ze zweryfikowanego, oryginalnego konta, a inna z niemal identycznie wyglądającego, ale bez charakterystycznego niebieskiego znaczka oznaczającego profil zweryfikowany i zaufany.

 

Tylko 25 procent badanych wskazało na prawdziwy profil i właściwie uzasadniło swój wybór. Aż 30 procent studentów argumentowało, że prawdziwa jest wiadomość z fałszywego konta, ponieważ zawiera więcej graficznych elementów.

  

Młodzi mało obeznani z informacją

 

- Wiele osób zakłada, że skoro młodzi ludzie biegle poruszają się w internetowym świecie, to świetnie również orientują się w tym, co można w nim znaleźć. Nasza praca wskazuje na coś zupełnie innego - powiedział Sam Wineburg, główny autor raportu. 

 

Oczekuje on, że w ciągu najbliższych miesięcy Uniwersytet nawiąże ścisłą współpracę z uczelniami. - Chcemy przygotować materiały edukacyjne  pomagające młodym ludziom w poruszaniu się po morzu dezinformacji, na jaką napotykają w internecie - zapowiedział.

 

Autorzy raportu martwią się, iż łatwość z jaką dezinformacja roznosi się w internecie, zagraża podstawom demokracji.

 

Pełen raport dostępny jest tutaj.

 

polsatnews.pl