Do bójki doszło w czerwcu. Uczestniczyło w niej kilkanaście osób. Właściciel stacji twierdzi, że sprawcy chcieli go przejechać i bili po głowie kluczem do naprawy pojazdów.


Prokurator nie zakwalifikowała tego czynu jako udziału w bójce lub pobiciu. Uznała, że było to zwykłe uszkodzenie ciała. Sprawa została umorzona, bo zdaniem prokuratury czyn nie stanowił przestępstwa ściganego z oskarżenia publicznego. Stwierdziła też brak interesu społecznego.


Mimo, że był monitoring, sprawców nie zatrzymano.


- W opinii Prokuratora Generalnego nieprawidłowości do jakich doszło w tym postępowaniu skutkowały natychmiastowym odwołaniem ze stanowiska prokurator rejonowej w Pyrzycach - powiedziała Ewa Bialik, rzecznik prasowy Prokuratury Krajowej.


Konflikt między właścicielem stacji benzynowej a sąsiadującym właścicielem firmy transportowej trwał od dłuższego czasu. Do pobicia i bójki doszło podczas demontażu ogrodzenia między firmami. Właściciel stacji miał na ten demontaż zgodę sądu, ale kiedy w czerwcu do niego przystąpił, doszło do rękoczynów. Przed demontażem, spodziewając się problemów, właściciel stacji poprosił o wsparcie policję, ale funkcjonariusze odmówili.

 

polsatnews.pl