W poniedziałek przed rybnickim wydziałem Sądu Okręgowego w Gliwicach rozpoczęły się mowy końcowe w procesie, który ruszył w maju 2015 r.

 

Jeszcze przed zamknięciem przewodu sądowego sąd oddalił złożone tego dnia wnioski obrony i oddał głos oskarżycielowi publicznemu.

 

Prok. Karina Spruś swoje wystąpienie rozpoczęła od pytania o to, kim jest oskarżony: nieszczęśliwym mężem i ojcem, który stracił najbliższych; perfidnym psychopatą, który zaplanował i zrealizował okrutną zbrodnię; a może chorym człowiekiem, który nie może odpowiadać za swoje czyny.

 

Na koniec sama na nie odpowiedziała: "To psychopata, który dla realizacji swoich potrzeb zaplanował i zrealizował ohydną zbrodnię, licząc na to, że po raz kolejny uda mu się zmanipulować otoczenie, biegłych i śledczych" - mówiła oskarżycielka.

 

Podkreśliła, że wszystkie dowody potwierdzają winę i sprawstwo oskarżonego.

 

"Chęć uzyskania pieniędzy z ubezpieczenia"

 

Mężczyzna został zatrzymany i aresztowany pod koniec marca 2014 r. Gliwicka prokuratura zarzuciła mu zabójstwo pięciu osób, a także usiłowanie zabójstwa szóstej - najstarszego syna, który ocalał z pożaru. Według oskarżenia, motywem zbrodni była chęć uzyskania pieniędzy z ubezpieczenia.

 

Oskarżyciel chce, by orzekając o dożywotnim pozbawieniu wolności sąd dodatkowo zastrzegł, że P. o warunkowe przedterminowe zwolnienie będzie mógł starać się najwcześniej po 35 latach (a nie po 25 latach - jak stanowią zasady ogólne).

 

W obszernych wyjaśnieniach P. nie przyznał się do zabójstwa, utrzymując, że w jego domu doszło do przypadkowego pożaru. Zgadzał się natomiast z zarzutem kierowania śledztwa na fałszywe tory. Tłumaczył, że w ten sposób chciał odsunąć od siebie podejrzenia.

 

"Był w pobliżu domu"

 

Z opinii biegłych, którzy badali logowania telefonu podejrzanego, wynika, że P. w czasie wybuchu pożaru był w pobliżu domu. Oskarżony utrzymuje, że znajdował się wówczas w oddalonym o ok. 10 km zakładzie w Pawłowicach, w którym montował meble. Zdaniem prokuratury, pojechał tam dopiero po podłożeniu ognia.

 

Biegli, którzy kilka tygodni obserwowali Dariusza P. w Szpitalu Psychiatrycznym przy Areszcie Śledczym we Wrocławiu, uznali go za poczytalnego. Stwierdzili u oskarżonego cechy osobowości psychopatycznej. Scharakteryzowali go jako osobę egocentryczną, skłonną do ryzyka, manipulacji i kłamstw, o powierzchownym uroku osobistym i przesadnym poczuciu własnej wartości.

 

"Symulował niepoczytalność"

 

Wcześniej dwa inne postępowania karne przeciwko P. zostały umorzone, bo biegli uznali go za niepoczytalnego. Według prokuratury symulował niepoczytalność, m.in. czerpiąc wiedzę ze znalezionej u niego w domu książki "Psychiatria kliniczna i pielęgniarstwo psychiatryczne".

 

Prok. Spruś podkreśliła, że po pożarze P. kierował śledztwo na fałszywe tory - wysyłał smsy rzekomemu sprawcy - a później mówił o "Waldim" - wymyślonej postaci, która wcześniej miała pozwolić oszukać psychiatrów i uniknąć odpowiedzialności. W mediach P. kreował się na Hioba, równocześnie planując już swoją przyszłość - dodała.

 

"Człowieczeństwo przejawia się w dbaniu o swoją rodzinę"

 

Oskarżyciel chce, by orzekając o dożywotnim pozbawieniu wolności sąd dodatkowo zastrzegł, że P. o warunkowe przedterminowe zwolnienie będzie mógł ubiegać się najwcześniej po 35 latach (a nie po 25 latach - jak stanowią zasady ogólne).

 

"O tym kim jesteśmy nie świadczy wykształcenie, majątek, wygląd, talent, ale to, jak traktujemy drugiego człowieka. Człowieczeństwo przejawia się w dbaniu o swoją rodzinę i zdolność do poświęceń dla innych ludzi. Niestety wysoki sądzie Dariusz P. swoje człowieczeństwo już dawno utracił" - podsumowała prok. Spruś.

 

Następna rozprawa 5 grudnia. Głos zabiorą wówczas oskarżyciele posiłkowi, obrońca i sam oskarżony.

 

PAP