Barbara Kijanko była prokurator-referent prowadzącą sprawę Amber Gold w pierwszej fazie postępowania w Prokuraturze Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz po zawiadomieniu złożonym przez Komisję Nadzoru Finansowego w grudniu 2009 r. KNF podejrzewała, że Amber Gold prowadzi działalność bankową, ale nie ma wymaganych zezwoleń.

 

Po miesiącu prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa, nie dopatrując się w działalności firmy znamion przestępstwa. Decyzję taką podjęła prok. Kijanko. KNF złożyła wówczas zażalenie do sądu. Po uwzględnieniu w kwietniu 2010 r. zażalenia przez sąd, sprawa została ponownie zarejestrowana w prokuraturze, a akta zostały przekazane do gdańskiej Komendy Miejskiej Policji z pleceniem wszczęcia dochodzenia.

 

Zostało ono podjęte przez policję w maju 2010 r., a do prowadzenia dochodzenia została wyznaczona Tomaszewska-Szyrajew.

 

"Prokurator nie odbierała telefonów"

 

Podczas czwartkowego przesłuchania przed komisją śledczą, poseł PiS Jarosław Krajewski pytał policjantkę m.in. czy podczas prowadzenia dochodzenia dotyczącego Amber Gold "miała kiedykolwiek wrażenie, że sprawa ta jest lekceważona przez Prokuraturę Rejonową Gdańsk-Wrzeszcz".

 

Tomaszewska-Szyrajew odpowiedział, że tak. - Było tak, że próbowałam kontaktować się z prokuratorem telefonicznie, ale ten prokurator nie odbierał telefonów - powiedziała. - Były sytuacje tak absurdalne, że prosiłam prokuratora, który siedział w pokoju obok, by poprosił panią prokurator o odebranie telefonu - dodała.

 

Przyznała, że właśnie z tego powodu w aktach sprawy znajdują się notatki urzędowe przesyłane faksem do prokurator Kijanko, czego - jak zaznaczyła - "raczej się nie praktykuje". - Kontakt był po prostu utrudniony - podkreśliła policjantka.

 

Problemy także z pracą biegłego

 

Dodała, że były też problemy z możliwością wykonania oględzin złota, które miało się znajdować w skarbcu BGŻ.  - Były problemy z zabezpieczeniem dokumentacji - mówiła. Wskazała, że problemy były też w odniesieniu do biegłego powołanego do sprawy Amber Gold, który "przeciągał w czasie" przygotowywanie dokumentacji niezbędnej do wydania opinii w sprawie.

 

Policjantka zaznaczyła przy tym, że zgłaszała się do prok. Kijanko, aby "sama postarała się wpłynąć na szybkość działań podejmowanych przez biegłego".

 

"Zeznania różnią się"

 

Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann (PiS) odczytała świadkowi protokół z zeznań złożonych w dyscyplinarnej sprawie Kijanko. "Z uwagi na upływ czasu i ilość prowadzonych postępowań oraz fakt, że w czasie prowadzenia było to jedno z wielu postępowań niczym szczególnym niewyróżniające się, nie pamiętam jego przebiegu, wówczas nie było to medialne postępowanie" - cytowała Wassermann. W zeznaniach tych współpracę z prokuraturą świadek określiła jako "pozytywną".

 

- Dzisiejsze pani zeznania są diametralnie odmienne od zeznań, jakie złożyła pani w postępowaniu dyscyplinarnym, możemy je odczytać jako nowe okoliczności, jakie zostały ujawnione - zauważył Marek Suski (PiS). Pytał, czy treść tamtych wcześniejszych zeznań wiązała się "z jakąś presją".

 

- Chciałaby się uchylić od odpowiedzi na to pytanie - powiedziała Tomaszewska-Szyrajew. Jak dodała, "wiele pytań, które państwo zadaliście dzisiaj nie zostało zadanych tam, stąd też mogą być takie rozbieżności". - Tamto przesłuchanie nie było prowadzone w taki sposób, w jaki jest prowadzone dzisiaj - stwierdziła.

 

Stanisław Pięta (PiS) mówił, że w tamtym zeznaniu, nie wspominała o trudnościach we współpracy z prokuraturą. - Nikt mnie nie pytał o trudności na tamtym etapie - odpowiedziała policjantka.

 

Wassermann zauważyła natomiast, że zeznania złożone w postępowaniu dyscyplinarnym - składane pod przysięgą - były jedną z podstaw późniejszego uniewinnienia Kijanko w tamtej sprawie dyscyplinarnej.

 

Przebywa na zwolnieniu


Przed tygodniem przed komisją śledczą miała stanąć prokurator  Kijanko, ale na kilka dni przed planowanym przesłuchaniem do komisji wpłynęło pismo, że Kijanko, przebywająca na zwolnieniu lekarskim, nie stawi się w wyznaczonym terminie przed komisją.

 

Podczas czwartkowego posiedzenia komisji śledczej przesłuchano również prokuratora Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz Piotra Gronka, który zastępował prok. Kijanko w kwietniu 2012 r., w czasie gdy przebywała ona na zwolnieniu chorobowym.

 

"Nie popełniłem błędu"

 

- Uważam, że wykonując czynności w tej sprawie, nie popełniłem błędu (...). Wydano polecenie, aby postępowanie zawieszone podjąć i to bezzwłocznie uczyniłem - stwierdził prok. Gronek, odpowiadając na pytanie Witolda Zembaczyńskiego (Nowoczesna).

 

 

 

Świadek mówił też, że w czasie gdy zastępował prok. Kijanko do gdańskiej prokuratury wpłynęło pismo KNF o udzielenie informacji, czy została już przygotowana lub kiedy powstanie opinia biegłego w sprawie Amber Gold.

 

 

 

- W związku z tym, że wówczas w naszej prokuraturze nie było ani akt głównych, ani akt podręcznych tej sprawy, nie miałem możliwości zweryfikowania tego, kto jest biegłym i na jakim etapie jest to postępowanie - powiedział.

 

 

 

Biegły nie miał akt sprawy

 

 

 

Dodał, że wówczas skontaktował się funkcjonariuszką policji Katarzyną Tomaszewską-Szyrajew, która zajmowała się tą sprawą w Komendzie Miejskiej Policji, aby skontaktowała się z biegłym i uzyskała od niego informacje dotyczące opinii.

 

 

 

- Pani Tomaszewska oddzwoniła tego samego dnia, informując, że biegły Roman Gierszewski nie pracuje obecnie nad tą opinią, ponieważ nie ma akt sprawy, ani załączonych do nich dokumentacji, bez których nie jest w stanie prowadzić prac nad opinią - mówił Gronek.

 

 

 

Akta nie wróciły z Prokuratury Okręgowej

 

 

 

Dodał, że z jego ustaleń wynikało, iż w styczniu 2012 akta te zostały przekazane do gdańskiej Prokuratury Okręgowej "na polecenie tej jednostki" i nie zostały zwrócone.

 

 

 

Wskazał też, że tego samego dnia poinformował o tej sytuacji swoją przełożoną prok. Marzannę Majstrowicz. - Zasugerowałem, aby zwrócić się do Prokuratury Okręgowej o to, żeby te akta wróciły do naszej prokuratury - powiedział.

 

 

 

- Nie wiem jakie czynności w związku z tym podjęła prok. Majstrowicz, ale wnioskuję, że były one skuteczne, gdyż następnego dnia lub dwa dni później te akta zostały mi przedłożone - powiedział.

 

 

 

Zaznaczył jednocześnie, że wraz z aktami dostarczono mu pismo przewodnie z Prokuratury Okręgowej, w którym polecono, by wydać postanowienie o podjęciu zawieszonego dochodzenia ws. Amber Gold. "ze względu na to, że uznano, iż zawieszenie postępowania było niezasadne".

 

 

 

Gronek podkreślił, że "był zobowiązany, aby to polecenie wykonać i wydał postanowienie o podjęciu zawieszonego postępowania".

 

 

 

- Następnie skierowałem pismo do biegłego (...) i poleciłem mu, aby pilnie wznowił prace nad opinią, oraz aby poinformował prokuraturę o tym, jaki jest termin zakończenia prac nad tą opinią - dodał.

 

 

 

Jak zaznaczył był to jego ostatni kontakt z aktami tego postępowania.

 

 

PAP, polsatnews.pl