Rada - głosami radnych PO i ugrupowania Wspólny Lublin - odrzuciła wniosek o stwierdzeniu wygaśnięcia mandatu prezydenta.

 

- Doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa podpisali wszyscy radni PiS. Jeszcze w czwartek zostanie ono złożone do prokuratury - zapowiedział na konferencji prasowej przewodniczący klubu radnych PiS w Radzie Miasta Lublin, Tomasz Pitucha.

 

"Znieważani, wyszydzani, lżeni"

 

W zawiadomieniu do prokuratury, którego kopię rozdano dziennikarzom, radni PiS napisali, że podczas sesji byli znieważani, wyszydzani i lżeni. Ze strony osób przybyłych na sesję padały pod ich adresem takie określenia jak: krętacze, kłamcy, oszust, marionetka, pajace, szmata czy wezwania "idź się powieś".

 

Zdaniem radnych PiS te okrzyki stanowiły groźby bezprawne, które miały wpłynąć na radę, by ta nie stwierdziła wygaśnięcia mandatu prezydenta.

 

"Przewodniczący nie reagował'

 

Pomocnictwo w tych działaniach radni PiS zarzucili prowadzącemu poniedziałkowe obrady przewodniczącemu Rady Miasta, Piotrowi Kowalczykowi, z popierającego prezydenta Żuka ugrupowania Wspólny Lublin.

 

Według doniesienia miał on wezwać mieszkańców do przyjścia na sesję, natomiast pozostawać bierny, gdy skandowanie na sali uniemożliwiało wypowiedzi radnych PiS; nie reagował, gdy podczas głosowania imiennego publiczność okrzykami wywierała wpływ na radnych; postępował wbrew zapisom statutu Lublina, który umożliwia usunięcie z sali obrad osób, które zakłócają porządek.

 

"Przewodniczącego rady zamyka się do więzienia. Takie czasy"

 

"Mieliśmy do czynienia z politycznym linczem, użyciem swoistej bojówki, wspieranej i organizowanej przez przewodniczącego Rady Miasta" - napisali radni PiS w doniesieniu do prokuratury.

 

Przewodniczący Rady Miasta Lublin, Piotr Kowalczyk, powiedział dziennikarzom, że obrady prowadził prawidłowo i nie ma sobie nic w tej sprawie do zarzucenia. - Prezydentowi miasta wygasza się mandat politycznie, a przewodniczącego rady zamyka się do więzienia. Takie czasy są, że trzeba się przygotować do tego typu zawiadomień - powiedział.

 

Kowalczyk przypomniał, że statut miasta przewiduje możliwość zarządzenia przerwy w obradach na wniosek radnych, a PiS o to nie wnioskował. - Jeżeli radni PiS czuli się niekomfortowo na sesji poniedziałkowej, mogli taki wniosek złożyć. Przewodniczący sam z siebie nie może przerwać obrad. Nie wyobrażam sobie, że miałbym brać mieszkańców za rękaw i wyprowadzać z obrad. Mieszkańcy mają prawo uczestniczyć w sesjach, na sali byli nie tylko zwolennicy Krzysztofa Żuka, byli też zwolennicy PiS - dodał.

 

Tłum obserwował sesję

 

W poniedziałek na nadzwyczajnej sesji Rada Miasta Lublin rozpatrywała wniosek o stwierdzenie wygaśnięcia mandatu prezydenta Krzysztofa Żuka. Według CBA prezydent miał złamać przepisy ustawy antykorupcyjnej, łącząc swoją funkcję z zasiadaniem w radzie nadzorczej spółki PZU Życie. Prezydent utrzymuje, że prawo nie zostało złamane, ponieważ do rady nadzorczej rekomendował go minister Skarbu Państwa.

 

Podczas sesji na Sali obrad obecna była liczna grupa mieszkańców. Przed Ratuszem trwał wiec zwolenników prezydenta.

 

Rada - 16 głosami radnych PO i ugrupowania Wspólny Lublin - odrzuciła wniosek o stwierdzeniu wygaśnięcia mandatu prezydenta. Za wnioskiem było 15 radnych PiS. Takim samym stosunkiem głosów rada przyjęła uchwałę, w której stwierdziła, że nie ma podstaw do wygaśnięcia mandatu Żuka.

 

PAP