Szef polskiego MSZ poinformował, że z Klimkinem wyjaśnili sobie, że incydent z flagą ukraińską "to wydarzenie, które nie będzie rzutowało na nasze relacje".

 

- We wtorek późnym popołudniem zadzwonił do mnie minister spraw zagranicznych Pawło Klimkin. Rozmawialiśmy o problemach energetycznych w Europie, ale też wyjaśniliśmy sobie, że incydent z flagą ukraińską to wydarzenie, które nie będzie rzutowało na nasze relacje. Strona ukraińska jest zadowolona z szybkiej reakcji, wie, że sprawa jest przekazana policji, trwa intensywne śledztwo - powiedział szef polskiej dyplomacji.

 

Pytany, czy problemy energetyczne dotyczyły rozbudowy gazociągu Nord Stream, odpowiedział, że chodzi o "cały system gazociągów, które dostarczają gaz do Europy i które mogą spowodować, że Polska i Ukraina zostaną pominięte i mogą być narażone tym samym na szantaż energetyczny".

 

"Mam nadzieję, że to nie będzie rzutowało na polsko-ukraińskie relacje"

 

W piątek podczas Święta Niepodległości doszło do incydentu spalenia flagi ukraińskiej. W reakcji na ten incydent strona ukraińska wystosowała notę dyplomatyczną do MSZ.

 

- Wyjaśniamy ten incydent, bo to jest jednak bardzo dziwne, że na dziesiątki tysięcy osób, które demonstrowały w Warszawie pod różnymi hasłami niosąc różne transparenty, nagle przed jedną kamerą znalazła się grupa zamaskowanych młodych, którzy dokonali aktu spalenia flagi Ukrainy" - mówił Waszczykowski. "Nie miały miejsca inne tego typu incydenty, więc albo to był jednostkowy akt wandalizmu, za co wyraziliśmy ubolewanie, albo to był jednak akt prowokacyjny, aby doprowadzić do napięć w relacjach polsko-ukraińskich - zaznaczył.

 

- Zwróciliśmy się w tej sprawie o pomoc do policji, aby wyjaśnić sprawę. Do tej pory nie było takich sytuacji, a przecież te marsze odbywają się od lat. Mam nadzieję, że to nie będzie rzutowało na polsko-ukraińskie relacje - podkreślił Waszczykowski.

 

PAP