7 listopada Stały Komitet Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych postanowił, że deputowanymi parlamentu w Hongkongu nie mogą zostać osoby, które podczas zaprzysiężenia wprowadzą zmiany w przysiędze wierności wobec lokalnej konstytucji lub nie okażą należytego szacunku. Komitet między sesjami parlamentu sprawuje najwyższą władzę ustawodawczą w Chinach.

 

"Hongkong to nie Chiny"

 

Postanowienie to uniemożliwia wykonywanie mandatu poselskiego dwojgu niezależnym deputowanym wybranym we wrześniu do Rady Ustawodawczej Hongkongu, którzy domagają się większej autonomii tego regionu od władz w Pekinie. Podczas październikowej uroczystości zaprzysiężenia 30-letni Sixtus Leung i 25-letnia Yau Wai-Ching rozwinęli transparent z napisem "Hongkong to nie Chiny" oraz zmienili tekst przysięgi, deklarując, że będą bronić "narodu Hongkongu", oraz używając pogardliwego określenia na Państwo Środka.

 

Pekin ogłosił swą interpretację hongkońskiej konstytucji w czasie, gdy sprawą ewentualnego wykluczenia dwojga deputowanych zajmował się już sąd w Hongkongu. Decyzja chińskich władz oburzyła m.in. wielu prawników i polityków.

 

Protest ubranych na czarno prawników

 

W proteście przeciwko decyzji władz ChRL na ulice Hongkongu wyszły setki ubranych na czarno prawników.

 

Dawna brytyjska kolonia została zwrócona Chinom w 1997 roku w ramach zasady "jeden kraj, dwa systemy", w myśl której region cieszy się szerokim zakresem autonomii, a jego mieszkańcy korzystają ze swobód niedostępnych dla rodaków z innych części ChRL, w tym wolności słowa i prasy.

 

Zasada ta ma obowiązywać przez 50 lat, czyli do 2047 roku. Hongkong ma odrębny system prawny, ale kontrolę nad regionem i tak sprawuje Pekin. Niektórzy mieszkańcy obawiają się, że ostatnio władze w Pekinie coraz częściej ingerują w sprawy wewnętrzne Hongkongu, by uciszać swych przeciwników.

 

PAP