Bezpośrednio po zamachu turecki premier Binali Yildirim oskarżył o jego przeprowadzenie bojowników kurdyjskich, wskazując, że w eksplozji zginął też jeden z przedstawicieli zwalczanej przez Ankarę Partii Pracujących Kurdystanu (PKK).

 

Informacja o wzięciu odpowiedzialności za atak w Diyarbakirze przez Państwo Islamskie podważa wersję przedstawioną przez szefa tureckiego rządu.

 

Wybuch nieopodal posterunku policji

 

Do eksplozji doszło po aresztowaniu w nocy liderów i deputowanych partii prokurdyjskiej około godziny 8 rano czasu lokalnego (6 w Polsce) w dzielnicy Baglar na południu Diyarbakiru, w pobliżu posterunku policji, dokąd przewieziono zatrzymanych deputowanych - podały źródła bezpieczeństwa. Eksplozja była na tyle silna, że słychać ją było w całym mieście.

 

Biuro gubernatora w Diyarbakirze podało, że wybuchł samochód pułapka, a sprawcą zamachu byli bojownicy z Partii Pracujących Kurdystanu, zdelegalizowanego w Turcji ugrupowania separatystów kurdyjskich.

 

Policja wkroczyła do domów opozycjonistów

 

W nocy z czwartku na piątek turecka policja przeprowadziła obławy na domy liderów i deputowanych drugiej największej opozycyjnej siły w tureckim parlamencie Ludowej Partii Demokratycznej (HDP), gdy odmówili składania zeznań w związku ze śledztwem w sprawie "propagandy terrorystycznej".

 

W Diyarbakirze aresztowano lidera HDP Selahattina Demirtasa, a w stolicy kraju, Ankarze, współprzewodniczącą tego ugrupowania Figen Yuksekdag. Policja przeszukała także siedzibę HDP w Ankarze. Władze poinformowały, że aresztowano w sumie 11 prokurdyjskich deputowanych.

 

Lewicowa i prokurdyjska Ludowa Partia Demokratyczna jest trzecią siłą w tureckim parlamencie; dysponuje 59 mandatami w liczącym 550 miejsc w Wielkim Zgromadzeniu Narodowym Turcji. W maju parlament przyjął tymczasową nowelizację konstytucji, która pozbawiła immunitetu 138 parlamentarzystów, głównie deputowanych HDP.

 

PAP