Sąd przychylił się do wniosku Teresy Giglio, matki Tiziany, i jednocześnie odrzucił odwołanie prawników Facebook Ireland od pierwszego wyroku w sprawie, z 5 września.

  

Niechciana sława, okrutna krytyka

 

Tiziana długo walczyła o usunięcie sekstaśmy z sieci. Wideo obejrzano ponad milion razy, a ona sama spotkała się z ogromną falą krytyki.

 

  

Zdanie "Filmujesz? Brawo" (w oryginale "stai facendo il video? Bravo"), które na nagraniu wypowiada do kochanka, stało się hitem internetu. Drukowano je na koszulkach, na różnych gadżetach.  

 

Kobieta próbowała odciąć się od niechcianej sławy. Rzuciła pracę, przeniosła się z południa Włoch do Toskanii, usiłowała także zmienić nazwisko. Dwa razy próbowała popełnić samobójstwo.

 

- Była skrzywdzona, uciekała wtedy w alkohol. Ale zawsze była normalną i zdrową dziewczyną – powiedziała jej matka.

 

Prawo do bycia zapomnianą

 

W sądzie Tiziana domagała się "prawa do bycia zapomnianą w internecie".

 

Po długiej batalii 5 września sąd przychylił się do jej wniosku. Uznał, że z sieci, w tym także z Facebooka, powinny zostać usunięte wszystkie kopie filmu, a każdy post i jakakolwiek aktywność zawierająca zdjęcia bądź obraźliwe treści dotyczące Tiziany powinny być blokowane.

  

Dla 31-latki było już jednak za późno - filmik skopiowano tysiące razy.

 

Media oburzyło też, że musiała zapłacić 20 tys. euro kosztów sądowych.

 

"Wystarczy, że użytkownik raz zgłosi naruszenie"

 

Facebook Ireland odwołał się jednak od wyroku, żądając wskazania konkretnych treści do usunięcia. Jak argumentował, strony zawierające erotyczne wideo dziewczyny nie były już widoczne. Prawnicy portalu przekonywali, że nie ma przepisów mówiących o obowiązku prewencyjnego przeglądania materiałów publikowanych w sieci.

 

Po rozpoznaniu odwołania w piątek sąd podtrzymał poprzedni wyrok, że nielegalne treści powinny być usuwane przez cały czas, bez konieczności każdorazowego zgłaszania ich przez osobę poszkodowaną. 

 

Facebook sam ma obowiązek wyszukiwać treści, które zostały mu już zgłoszone jako niezgodne z prawem - orzekł sąd.

 

"Moralny obowiązek Facebooka"

 

- To bardzo wyważony wyrok - skomentował Andrea Orefice, adwokat matki Tiziany - ponieważ wprowadza nową zasadę: odrzuca tezę Facebooka, że dostawca portalu nie ma obowiązku monitorowania wszystkich treści, jakie są publikowane na jego domenie, a musi jedynie usuwać nielegalne informacje zgłoszone przez użytkownika.

 

Jak wyjaśnił adwokat, Facebook ma teraz "moralny obowiązek dostarczyć wszystkich informacji potrzebnych do ustalenia danych osób, które, ukryte za fałszywymi profilami, utworzyły strony, na których umieściły zniesławiające treści takie jak linki, filmiki, obraźliwe komentarze, co zaowocowało powstaniem medialnej nagonki".

 

Jak donosi włoski dziennik "Corriere della Sera", filmik, który doprowadził do śmierci dziewczyny, nigdy nie był załadowany na Facebooku, a na portalu były jedynie udostępniane linki do innych stron, na których był zamieszczony.

 

Corriere della Sera, CNN