Film opowiada historię pingwina cesarskiego o imieniu Mambo, który urodził się na Antarktydzie bez najmniejszego talentu do śpiewu. Został jednak obdarzony zdolnością do stepowania. Mama małego pingwinka, w przeciwieństwie do jego taty, Memphisa, nie widzi w tym nic złego. Mimo to, oboje obawiają się, że Mambo może nigdy nie odnaleźć pokrewnej duszy.

 

Ostatecznie Mambo zostaje zaakceptowany przez inne pingwiny, szczęśliwie zakochany i nawet zostaje tatą.

 

Wiele wątków filmu wywołało oburzenie portalu KulturaDobra.pl, który ocenił amerykańsko-australijską produkcję (powstała dla Warner Bros) jako "bardzo złą" i oznaczył ją trzema (na cztery możliwe) trupimi czaszkami. Jak wyjaśnia portal, nota taka oznacza, że "w swych głównych wątkach dany film, książka czy muzyka wyraża życzliwość, sympatię usprawiedliwienie bądź pochwałę dla niemoralnych zachowań lub fałszywych światopoglądów. Jakiekolwiek dobre moralnie elementy w nich zawarte ujęte są w tak ocenionym obrazie zupełnie na marginesie".

 

"Zwierzęca metafora Boga"

 

Zdaniem portalu w filmie "mamy do czynienia z łatwą do rozpoznania apologią bezbożności i ateizmu oraz atakami na wiarę w Boga i religię".

 

Chodzi o to, że bohaterowie filmu, pingwiny cesarskie, "wierzą w Wielkiego Pingwina". W recenzji można przeczytać, że "nie trzeba być bardzo przenikliwym, by w Wielkim Pingwinie widzieć »zwierzęcą« metaforę Osoby Boga, zaś w typowej terminologii starszych pingwinów ujrzeć niczym w zwierciadle biblijnie i tradycyjnie chrześcijański język, który niegdyś często słyszało się z ambon i kazalnic".

 

Jednak, jak zaznacza portal, "wszystkie te rzeczy są pokazane jako błędne i najlepszym wypadku będące  wynikiem ignorancji".

 

Pingwiny naśladują seks analny

 

"Film ten z sympatią przedstawia rozwiązłość seksualną, obsceniczność oraz  pozamałżeńskie tańce damsko-męskie (…). I nie byłoby w tym nic podejrzanego, gdyby pochwalane tu pląsy miały charakter »rozdzielnopłciowy« (a więc istoty płci przeciwnej tańczyły w oddzielnych grupach, nie dotykając się nawzajem i nie wykonując względem siebie gestów oraz póz mających podkreślać ich fizyczną atrakcyjność). Niestety jednak, część z pokazanych w tej bajce tańców to nie tylko »tańce damsko-męskie«, ale również skrajnie wulgarne i obsceniczne ich odmiany" - kontynuuje recenzent.

 

I wyjaśnia, że w filmie można zobaczyć "tzw. doggy dance style, który polega na tym, że tańcząca kobieta odwraca się tyłem do mężczyzny i przez pewne charakterystyczne ruchy naśladuje w ten sposób seks analny".

 

Seksmisja na Antarktydzie

 

Jak donosi portal, "bajka ta z przychylnością pokazuje feminizm oraz brak szacunku dla władzy i starszych". Jako przykład, przytacza wypowiedź jednej z bohaterek animacji, która mówi, iż "nie widzi swego powołania w wysiadywaniu jaja".

 

Recenzja stała się hitem sieci. W sumie portal specjalizujący się w ocenianiu produkcji filmowych pod kątem wartości chrześcijańskich, od 2013 roku zrecenzował ponad 500 filmowych tytułów.

 

kulturadobra.pl, polsatnews.pl