Przed wyjazdem do Bangi - stolicy RŚA - Le Drian wystąpił w Zgromadzeniu Narodowym w Paryżu, by wyjaśnić powody, dla których misja wojskowa zostanie przerwana. - Kończymy tę operację, ponieważ okazała się sukcesem. Udało się uniknąć masowych mordów (...), ułatwić proces pojednania pomiędzy wspólnotami, przywrócić (sprawne) państwo, przeprowadzić wybory prezydenckie i parlamentarne - wyliczył minister.

 

Zdaniem Le Driana francuscy żołnierze muszą zakończyć swe operacje, a teraz "przyszła kolej na siły środkowoafrykańskie i misję ONZ".

 

W RŚA nadal dochodzi jednak do zamieszek; kolejne, w których zginęło 35 osób, wybuchły w niedzielę, kiedy do Bangi przyjechał właśnie Le Drian, by oznajmić koniec operacji "Sangaris".

 

Mały kontyngent zostanie

 

Francuski minister zapewnił w poniedziałek deputowanych w Zgromadzeniu Narodowym w Bangi, że koniec misji "nie oznacza końca relacji wojskowych między Francją a Republiką Środkowoafrykańską". W RŚA Paryż pozostawi mały, liczący 350 żołnierzy, dobrze uzbrojony kontyngent wojskowy. Jak dodał minister - "armia francuska będzie mniej widoczna, ale będzie obecna, aktywna i czujna".

 

Premier Francji Manuel Valls powiedział w poniedziałek, już po ogłoszeniu końca misji, że "Francja nigdy nie opuści Środkowej Afryki" i nie pozostawi tego kraju samego. Zdaniem premiera "ONZ, Unia Europejska i Francja działając razem sprawią, że uda się zachować pokój" w RŚA. W podobnym duchu wypowiedział się szef francuskiej dyplomacji Jean-Marc Ayrault, który zapewnił, że Paryż "nie pozwoli, by Republika Środkowoafrykańska upadła".

 

Polacy też pomagali

 

Paryż podjął decyzję o interwencji w RŚA pod koniec 2013 roku, gdy konflikt między chrześcijanami a muzułmanami w tym kraju przerodził się w pogromy religijne. Początkowo francuski kontyngent uczestniczący w operacji "Sangaris" liczył 2 tys. żołnierzy. Misję Francuzów wsparła Polska, udostępniając do 50 żołnierzy i samolot transportowy Hercules C-130.

 

Walki pomiędzy politycznymi i religijnymi przeciwnikami w tym wyjątkowo biednym kraju pochłonęły tysiące ofiar i spowodowały, że 4,5 mln ludzi musiało porzucić swe domy.

 

PAP