Ewa Kołodziejczyk 8 lat temu rozwiodła się z mężem. Od tego czasu samotnie wychowuje czworo dzieci - autystycznego Mateusza i trzy córki. Mąż miał problemy z alkoholem, urządzał awantury i jak wspomina pani Ewa podnosił na nią rękę. W końcu wyrzucił ją z dziećmi z domu.

 

- Po jedenastu latach małżeństwa mogłam wziąć tylko rzeczy osobiste - wspomina pani Ewa.

 

Dała radę

 

Na początku było bardzo ciężko. Zamieszkała z dziećmi u rodziców. Podejmowała się każdej pracy. Wszystko po to, aby utrzymać rodzinę.

 

W końcu zaczęła stawać na nogi. Postawiła na użyczonej przez brata działce dom. Musiała też wziąć z banku kredyt. Otworzyła własną działalność gospodarczą. Jednak stabilizacja nie trwała długo.

 

- W pewnym momencie po prostu zaczęłam się bardzo źle czuć. Lekarka zdiagnozowała nowotwór. Trzeba było jak najszybciej iść do szpitala - mówi pan Ewa.

 

Teraz jej zdrowie było priorytetem. Pieniądze zamiast na spłatę kredytu, szły na bieżące potrzeby, w tym leki.

 

- Za niedługo zapukał komornik do mych drzwi - mówi pani Ewa.

 

Bank zażądał od niej spłaty zaległości. Bez problemu mogłaby spłacić długi, bo ma pieniądze… w sądzie.

 

Pieniądze są, ale ich nie ma. Ratunkiem dla rodziny mogłyby być pieniądze z licytacji gospodarstwa w którym wcześniej mieszkała pani Ewa z byłym mężem. Nie płacił alimentów, ani należnych jej pieniędzy z podziału majątku, więc i do niego przyszedł komornik. Pieniądze ściągnął – są w depozycie sądowym. Dla Pani Ewy, ale ona ich nie dostała, choć ma nóż na gardle.

 

"Byłam wściekła, zła rozgoryczona"


Sprawa ściągania pieniędzy dla pani Ewy trwa bardzo długo - pięć lat. Sprawa ściągania pieniędzy od pani Ewy błyskawicznie - dwa lata. A to ten sam sąd, i ten sam wydział sądowy.

 

- Sprawa w sądzie jest pięć lat. I nic nie wiadomo. Co się dzieje z pieniędzmi i czy zostaną wypłacone - mówi bratowa pani Ewy.

 

Gdyby pieniądze sąd jej wypłacił, w ogóle nie byłoby problemu ze spłatą długów. Komornicy chcą pieniądze od pani Ewy, ale należących do niej pieniędzy nie oddają. Pani Ewa wkrótce może stać się bezdomną.

 

- Sad w jednej sprawie działa bardzo opieszale. A w międzyczasie występuje o licytację mojego domu. To ma być 10 listopada - informuje bohaterka naszego reportażu.

 

Czy uda się uniknąć eksmisji? Jak to możliwe, że w tym samym wydziale sądu jedna egzekucja może trwać bardzo wolno, druga bardzo szybko? O to wszystko będziemy pytać już w najbliższą niedzielę o 19:30.

 

Reportaż Magdaleny Gębickiej.

 

W drugiej części programu wrócimy do sprawy śmierci Anaid, a raczej do seksafery na Pomorzu. Dziewczyna rzuciła się pod pociąg. Rodzina twierdzi, że jest w to zamieszany Krystian W. Przed naszym programem Krystian W. nie miał żadnych zarzutów, nie był aresztowany, a prokuratura nie widziała przestępstwa. Teraz prokuratura stawia mu kolejne zarzuty, w tym obcowania z małoletnimi i gwałtu. Ma już ich w sumie prawie trzydzieści.

 

polsatnews.pl