"Lotniskowiec nie jest wycieczkowym parowcem, lecz pływającym lądowiskiem. A gdy jest to w dodatku rosyjski okręt (...), który bierze kurs na strefę walk w Aleppo (w Syrii), to nie tylko budzi to zainteresowanie okolicznych krajów, lecz także wywołuje polityczny niepokój, podejrzenia i pytania, jak należy postępować z nieproszonym gościem, gdy po drodze, jak teraz w hiszpańskiej Ceucie, poprosi o ropę na dalszą podróż" - pisze autor komentarza, niemiecki historyk Michael Stuermer.


Wzmocniona rosyjska obecność wojskowa we wschodniej części Morza Śródziemnego, już i tak zabezpieczona dzięki portowi w syryjskim Tartusie, otwiera nowe opcje - ocenia historyk, uważany za znawcę Rosji.


"Relacje między Rosją a Zachodem są już teraz wystarczająco złe"


"Myśl, że odmawiając kilku ton ropy, można skłonić prezydenta Rosji do zmiany polityki wojennej, jest czystą fantazją. Relacje między Rosją a Zachodem są już teraz wystarczająco złe" - pisze Stuermer.


Jego zdaniem trudno sobie wyobrazić, że Rosjanie wypłynęli z pustym do połowy zbiornikiem paliwa. "Kwestia tankowania w jednym z portów krajów NATO zapewne miała być testem dla zachodniego Sojuszu i wpędzić go w kłopoty" - czytamy w "Die Welt".


Komentator chwali sekretarza generalnego NATO Jensa Stoltenberga za "rozsądną decyzję" o scedowaniu na Hiszpanów odpowiedzialności za ten problem.  "Deeskalacja była w tej sytuacji najlepszym posunięciem" - ocenia Stuermer.


"Spekulacje zagranicznych mediów"


Komentator zaznacza na zakończenie, że odkrycie przez dowódcę rosyjskiej flotylli, iż jednak dysponuje wystarczającą ilością paliwa, należy do "zagadek, które rosyjska polityka chętnie zadaje reszcie świata".  


Moskwa zdementowała w środę "spekulacje zagranicznych mediów", jakoby planowano zawinięcie lotniskowca Admirał Kuzniecow do hiszpańskiej Ceuty w celu uzupełnienia paliwa. Tymczasem według hiszpańskiego MSZ Rosja wycofała wniosek o zawinięcie tego okrętu do Ceuty.

 

PAP