- Myślałem, że wykonanie pracy jako ochotnik na rzecz mojego miasteczka jest gestem obywatelskiej wielkoduszności - powiedział cytowany przez włoskie media burmistrz Massimo Caravaggio, który rządzi małą miejscowością koło Cremony. Prasa pisze o kolejnym przejawie bezdusznej biurokracji.

 

Widząc, że rośliny i krzewy są zaniedbane i wymagają przycięcia, a w magistracie brakuje personelu technicznego z powodu oszczędności, 45-letni Caravaggio postanowił zostać na chwilę ogrodnikiem i się nimi zająć. O jego dodatkowym zajęciu dowiedział się jednak miejscowy Inspektorat Pracy, który wymierzył mu karę za wykonanie tej czynności bez wymaganego przeszkolenia.

 

Proszą o interwencję

 

W obronie burmistrza-społecznika stanęło Krajowe Stowarzyszenie Włoskich Gmin (Anci), które wystosowało list do ministra ds. regionów Enrico Costy, wyrażając zaniepokojenie tym, co się wydarzyło i prosząc o interwencję.

 

W liście podkreślono, że każdy burmistrz, zwłaszcza małej miejscowości, jest przede wszystkim "obywatelskim ochotnikiem", a zatem taka postawa jest zrozumiała.

 

Większość podziwia postawę burmistrza

 

Działacze stowarzyszenia argumentują, że nie należy dziwić się temu, iż osoba sprawująca władzę w miejscowości i znająca ją doskonale, troszczy się o nią i czuje się odpowiedzialna za to, by żyło się w niej lepiej. Dlatego, zauważono, burmistrz zakasał rękawy i wziął się do pracy, uznając to za swój obowiązek.

 

Listy z wyrazami uznania dla postawy burmistrza i zdumienia karą, jaka go spotkała, wystosowano też do władz regionu Lombardia.

 

PAP