Podczas pogrzebu Kopiczyńskiego na warszawskim Cmentarzu Powązkowskim odczytano list od wicepremiera, ministra kultury i dziedzictwa narodowego prof. Piotra Glińskiego. - Dla wielu z nas stał się uosobieniem powszechnego życia Polaków tamtej epoki (...) Potrafił oddać paradoksy i absurdy egzystencji w Polsce Ludowej, a zarazem małe i wielkie - ale zawsze aktualne - dramaty codziennego życia - napisał szef resortu kultury w liście, który w kościele pw. św. Karola Boromeusza odczytała podsekretarz stanu w ministerstwie kultury Wanda Zwinogrodzka.

 

- Niezwykle trudno pogodzić się z odejściem postaci, które odgrywają ważne role w wyobraźni zbiorowej. Andrzej Kopiczyński, ceniony aktor teatralny, filmowy i telewizyjny, zapisał się na stałe w naszej pamięci, gdy przyjął ofertę Jerzego Gruzy, by wcielić się w rolę tytułowego bohatera serialu "Czterdziestolatek" - przypomniał Gliński.

 

Jak mówił, "odnajdowaliśmy w nim cechy naszych przyjaciół, sąsiadów, przełożonych, podwładnych, braci, ojców, a nieraz także siebie samych".

 

- Zyskał ogromną popularność, o której nie mogą nawet marzyć aktorzy telewizyjni. Jednocześnie dźwigać musiał trudne brzemię głębokiego utożsamienia z konkretną postacią, co przysłoniło jego inne dokonania artystyczne. A przecież w swoim dorobku miał wiele interesujących ról, stworzonych na scenach Olsztyna, Bydgoszczy, Szczecina i Warszawy oraz szereg znaczących występów filmowych i telewizyjnych - podkreślił wicepremier.

 

"Reprezentowałeś kogoś prawego, uczciwego i zagubionego"

 

Podczas mszy przypomniano również osiągnięcia artystyczne Kopiczyńskiego. Największą popularność przyniosła mu rola inżyniera Karwowskiego w serialu "Czterdziestolatek", stworzonym przez reżysera Jerzego Gruzę i scenarzystę Krzysztofa Teodora Toeplitza. Kopiczyński grał Karwowskiego między 1974 a 1977 rokiem; także w 1976 r. w filmie "Motylem jestem, czyli romans 40-laka" w reżyserii Gruzy oraz w 1993 r. w serialu "Czterdziestolatek 20 lat później".

 

- Odzwierciedlałeś nasze życie; mieliśmy równo po czterdzieści lat - wspominał Gruza. - Pamiętam, gdy sięgnąłem do listy aktorów polskich i patrzyłem na daty urodzeń. Wyłapaliśmy wszystkich, którzy mieli po 40 lat. Robiliśmy casting. Odradzali mi angażowanie ciebie do tej roli. Uparłem się, że to musisz być ty. Reprezentowałeś kogoś prawego, uczciwego i zagubionego w tym systemie, który wówczas był - ocenił.

 

"Cała Polska polubiła tego prostolinijnego czterdziestolatka"

 

W imieniu aktorek i aktorów przemówił prezes Związku Artystów Scen Polskich (ZASP) Olgierd Łukaszewicz. - Był kolegą, którego łatwo obdarzało się sympatią. Ciepły, koleżeński, miły. Właśnie tę osobistą właściwość charakteru przeniósł na swoją najbardziej znaną postać, inżyniera Stefana Karwowskiego. Sprawiło to, że pod koniec lat 70. cała Polska polubiła tego, nieco zestresowanego, uczciwego, prostolinijnego czterdziestolatka i to polubiła na zawsze - powiedział.

 

- Choć z tej właśnie roli Andrzej Kopiczyński znany jest najbardziej, jego sukcesy zawodowe zaczęły się znacznie wcześniej. Był mistrzem w zawodzie aktorskim. Scena, choć najlepiej uczy zawodu, nie daje takiej popularności jak telewizja - zauważył. - Zagrał niemal wszystkie najważniejsze romantyczne postaci młodzieńców, bohaterów dramatycznych literatury scenicznej, m.in. w sztukach Moliera, Wyspiańskiego, Szekspira, a także w tekstach sobie współczesnych, autorstwa Mrożka, Ionesco czy Becketta - przypomniał.

 

Debiutował w 1957 roku

 

Na ekranie Kopiczyński zadebiutował na ekranie w 1957 r. w filmie "Prawdziwy koniec wielkiej wojny" Jerzego Kawalerowicza. Występował również w teatrze, m.in. w Teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie, Teatrze Współczesnym w Bydgoszczy, a także na stołecznych scenach: w Teatrze Narodowym, Teatrze Rozmaitości, Teatrze Na Woli oraz Teatrze Kwadrat.

 

Podczas pogrzebu głos zabrał także Andrzej Nejman, dyrektor stołecznego Teatru Kwadrat im. Edwarda Dziewońskiego. - Przez 30 lat pracy w Teatrze Kwadrat dla aktorów i pracowników tej sceny byłeś częścią naszej ludzkiej, koleżeńskiej, artystycznej codzienności. Wielu z nas przy tobie debiutowało, wszyscy uczyliśmy się od ciebie każdego wieczora. Zawsze przychodziłeś pierwszy do teatru. Nigdy nie usiedziałeś na jednym miejscu; emocja artystyczna, nerwy, trema zawsze ci towarzyszyła (...) Po 30 latach z naszej sceny porwała cię choroba i mogę zaręczyć, że ta scena już nigdy nie będzie taka sama - powiedział.

 

PAP