Francuzi po zakończeniu przez nasz kraj negocjacji ws. Caracali poinformowali, że polskie delegacje zaproszone na targi przemysłu zbrojeniowego Euronaval 2016, nie zostaną uznane za oficjalne. Kownacki w środę rano skomentował tę decyzję mówiąc, że można znaleźć inną dyplomatyczną drogę, dającą do zrozumienia, że mamy problem, ale nie chcemy się teraz spotykać. - Ale to są ludzie, którzy uczyli się od nas jeść widelcem parę wieków temu. Więc być może w taki sposób się teraz zachowują - powiedział w TVN24.

 

- To była odpowiedź na zachowanie Francuzów w związku z obraźliwym, nietaktownym, nieprzyzwoitym wyrzuceniem strony polskiej z targów Euronaval 2016 - tak swoje słowa skomentował Kownacki wieczorem w programie "To Był Dzień" w Polsat News.


- Nie bardzo rozumiem zamieszanie związane z tą sprawą - dodał. - Jest to fakt historyczny, tylko ignoranci, którzy się dziś wypowiadają, którzy nie znają historii i tego jak barwne są dzieje obydwu narodów, mogą się wzburzać - dodał.


"Traktują nas jak państwo trzeciego świata"


Poranna wypowiedź wiceministra wywołała spore zamieszanie. Rzeczniczka klubu PiS Beata Mazurek powiedziała, że była ona "niefortunna i mało dyplomatyczna". - Zgadzam się z panią rzecznik. Ale w kontekście obraźliwego i nieprzyzwoitego zachowania strony francuskiej, która traktuje polskich urzędników w sposób, który jest nie do zrozumienia w dzisiejszej dyplomacji, pewna zgryźliwość może być użyta - powiedział Kownacki.


Na uwagę prowadzącego program Marka Kacprzaka, że polskie delegacje nie zostały "wyrzucone" z targów, a jedynie został zmieniony ich status, Kownacki odpowiedział: - Rząd francuski mógł powiedzieć, że nie widzi możliwości spotkania ze względu na ograniczenia czasowe, bardzo grzecznie dać do zrozumienia, że nie jesteśmy mile widziani, a zrobili to w ten sposób, że dali do zrozumienia, że traktują nas jak państwo trzeciego świata.


"Opowieści są bardzo dobre"


- To, czego moglibyśmy się uczyć od Francji, to sposobu dbania o własne interesy, a być może i matematyki. Czytam w oświadczeniu (Airbus Helicopters – red.), że zamierzali stworzyć 6 tys. miejsc pracy w związku z tą inwestycją (50 śmigłowców - red.). To niemożliwe, żeby dla takiego przedsięwzięcia zatrudnić 6 tys. osób - tłumaczył wiceszef MON.


Marek Kacprzak zwrócił uwagę, że w tym dokumencie była mowa też o innych przedsięwzięciach m.in. śmigłowcach, które są w Kuwejcie.


- Opowieści są bardzo dobre. Jeśli tak rzeczywiście było, to można było to wszystko wpisać w zobowiązania offsetowe - powiedział Kownacki. - Papier wszystko przyjmie, oświadczenie dla prasy wszystko przyjmie, ale jeśli my mówimy "sprawdzam" i chcemy pewne rzeczy zawrzeć czy przeliczyć, to okazuje się, że nie jest to już tak oczywiste dla strony francuskiej i kwoty deklarowane są zasadniczo rozbieżne od tego, co państwo słyszycie - dodał.


"Zasadnicze rozbieżności"


Kownacki powiedział, że "były zasadnicze rozbieżności co do kwot, co do wielkości przedsięwzięcia - do tego czy warte jest kilkadziesiąt milionów, czy kilka mld zł".


- Dokumenty świadczą o zasadniczej rozbieżności. Rozumiem, ze Francuzi chcą żebyśmy drogo kupili śmigłowce i tanio zrealizowali offset, ale my ze względu na obronę polskich interesów nie mogliśmy się na to zgodzić - podkreślił.

 

"Zapraszamy też do rozmowy stronę francuską"

 

- Chcielibyśmy, żeby były jak najszybciej, żeby to było do końca roku. My jesteśmy gotowi  – odpowiedział Kownacki na pytanie, kiedy wojska specjalne otrzymają dwa pierwsze śmigłowce Black Hawk. Szef MON Antoni Macierewicz w poniedziałek mówił, że nastąpi to do końca roku.

 

- Nie my jesteśmy właścicielami zakładów w Mielcu. Musimy przeprowadzić odpowiednie postępowanie. Będziemy gotowi, żeby wszelkie umowy zawrzeć niezwłocznie, żeby zarówno rozmawiać ze Świdnikiem i Mielcem, zapraszamy też do rozmowy stronę francuską, jeśli jest zainteresowana - stwierdził Kownacki.


Zakończenie negocjacji umów na caracale


We wtorek 4 października Ministerstwo Rozwoju, które prowadziło rozmowy offsetowe z firmą Airbus Helicopters, poinformowało, że "Polska uznaje za zakończone negocjacje umowy offsetowej" ws. Caracali. Poźniej MON oświadczyło m.in., że "rząd francuski był w pełni świadomy, że powodzenie umowy zależy od porozumienia w sprawie offsetu". Po tej decyzji prezydent Francji Francois Hollande odwołał swoją wizytę w Polsce.


"Airbus Helicopters zdecydowanie zaprzecza zarzutom rozpowszechnianym przez media, jakoby prowadził negocjacje w złej wierze" – napisała z kolei firma w liście otwartym do premier Beaty Szydło. Koncern zaznaczył, że "decyzja o zerwaniu negocjacji offsetowych została podjęta jednostronnie przez polskie Ministerstwo Rozwoju".

 

Polsat News