W departamencie Essonne pod Paryżem, gdzie wydarzył się napad, dołączyli do nich mieszkańcy okolicznych osiedli, zaniepokojeni brakiem bezpieczeństwa i bezsilnością policji.

 

Eddy Sid, przedstawiciel związku Unite-SGP-Police, powiedział PAP przed głównym komisariatem XIX dzielnicy Paryża, że od stycznia 2015 roku (zamach na redakcję tygodnika "Charlie Hebdo"), policjanci są przeciążeni pracą, bez najmniejszej kompensaty finansowej. Skarżył się też na niewystarczające wyposażenie i środki ochrony.

 

"Trudne dzielnice Francji"

 

Zrzeszający szeregowych funkcjonariuszy związek zawodowy Alliance, wezwał wszystkich policjantów do rozpoczęcia strajku włoskiego. W Paryżu strajk był odczuwalny głównie przez kierowców i osoby mające sprawy do załatwienia w komisariatach, które godzinami czekały w kolejkach. Na ulicach nie było widać funkcjonariuszek wystawiających mandaty za złe parkowanie.

 

W mediach działacze związkowi odmawiali przyznania, że w "trudnych dzielnicach" powstały strefy bezprawia, do których policja nie ma wstępu.

 

Funkcjonariusze o "szybko zbierających się w groźne grupy młodych ludziach"

 

- Wchodzimy wszędzie - mówił w telewizji BFMTV policjant z nocnego patrolu z departamentu Essonne. Inni policjanci przyznawali jednak, że "dwu-, czy trzyosobowe patrole wycofują się, gdy natrafiają w trudnych strefach na szybko zbierających się w groźne grupy młodych ludzi".

 

- Rząd musi podjąć działania, a kandydaci na prezydenta (w przyszłorocznych wyborach) muszą stworzyć konkretne plany, by policja mogła spowodować, że bać zaczną się przestępcy - postulował Claude Carillo ze związku Aliance Police w Essonne.

 

Jego koledzy piętnowali tworzenie gett na przedmieściach i to, że ich młodzi mieszkańcy "wolą żyć z zasiłków lub z handlu narkotykami, w czym przeszkadza im policja".

 

PAP