Wyrok nie jest prawomocny. Zapadł po jednej rozprawie, na której nie było oskarżonych ani ich obrońców. W trakcie policyjnego dochodzenia obaj bracia przyznali się i wyrazili skruchę, jeden z nich chciał dobrowolnie poddać się karze, drugi liczył na warunkowe umorzenie postępowania.

Próba maturalnego oszustwa miała miejsce w maju tego roku, w jednym z zespołów szkół w Białymstoku.

 

Jeden z braci podał się za drugiego, użył jego dowodu osobistego, podrobił jego podpis na karcie obecności i przystąpił do pisania matury z matematyki.

 

Na miejsce wezwano policję

 

Sprawa wyszła na jaw, gdy przed rozpoczęciem egzaminu wątpliwości nabrali członkowie komisji egzaminacyjnej. Zawiadomiony został dyrektor szkoły, w której była matura. Gdy potwierdzono bez wątpliwości, że chłopak nie jest tym, za kogo się podaje, po konsultacji z Okręgową Komisją Egzaminacyjną wezwana została policja.

 

Chłopak, który przyszedł na egzamin za brata uciekł z budynku, za kilka minut zjawiła się tam właściwa osoba. Obaj w rezultacie przyznali się, wyrazili skruchę.

 

Sąd uznał jednak, że nie może być mowy o warunkowym umorzeniu, biorąc pod uwagę społeczną szkodliwość czynu. Jednocześnie za zbyt surową uznał ewentualną karę pozbawienia wolności. Orzekł kary po 6 miesięcy ograniczenia wolności, z obowiązkiem wykonywania nieodpłatnej, kontrolowanej pracy na cele społeczne, w wymiarze po 20 godz. miesięcznie.

 

PAP