Na początku debaty kandydat Republikanów odniósł się do tzw. taśm Trumpa, nagrań, na których w wulgarnych słowach chwalił się on swymi podbojami erotycznymi i w seksistowski sposób mówił o kobietach.

 

Trump: nikt nie szanuje kobiet bardziej niż ja

 

Kandydat Republikanów odparł, że "nie jest dumny" z tego, co powiedział, ale przekonywał, że jego kontrowersyjne wypowiedzi nie świadczą o jego charakterze i starał się sprawę bagatelizować. Zaprzeczał, jakoby nie miał szacunku dla kobiet i natychmiast zmieniał temat, mówiąc, że są "dużo ważniejsze rzeczy", jak np. zagrożenie islamskim terroryzmem.


- Wstydzę się tego - powiedział ze skruchą Trump. - Nikt nie szanuje kobiet bardziej niż ja - zapewnił.

 

Clinton także odniosła się do tzw. taśm Trumpa. - Dla każdego, kto tego słuchał, jest jasne, że on taki jest. Bo te nagrania to nie wszystko. Słyszeliśmy, jak obraża Latynosów, muzułmanów, osoby niepełnosprawne - powiedziała Clinton.

 

 

Clinton: Wszystko, co on mówi, to nieprawda

 

Trump wytoczył następnie najcięższe argumenty przeciw swej przeciwniczce. - Powinna pani przeprosić Berniego Sandersa (rywala Clinton w prawyborach - red.), z którym nie wygrała pani fair. Powinna pani przeprosić za usunięcie 33 tysięcy mejli z pani prywatnego serwera w Departamencie Stanu (z którego Clinton korzystała wbrew przepisom - red.). Jeśli wygram wybory, nominuję specjalnego prokuratora do przeprowadzenia śledztwa tej sprawie. Nie można tolerować tylu kłamstw i oszustw. Ludzie są wściekli - powiedział.


Trump przypomniał w ten sposób, że Clinton, tłumacząc się w sprawie mejli, wielokrotnie mijała się z prawdą. Ale kandydatka Demokratów nie zamierzała się do tego przyznać.


- Wszystko, co on mówi, to nieprawda - powiedziała Clinton.

 

- Używanie prywatnego serwera było błędem i biorę za to odpowiedzialność. Ale nie ma dowodów na to, by ktokolwiek się do tych mejli włamał - oświadczyła Clinton.


Zaprzeczała też, by w jej mejlach były istotne tajne informacje.


Trump przerwał jej i debata przerodziła się w kłótnię, którą daremnie starali się załagodzić moderatorzy, dziennikarz CNN Anderson Cooper i Martha Raddatz z telewizji ABC. Kandydaci przekrzykiwali się i nie pozwalali sobie nawzajem dokończyć wywodu.

 

Trump: Clinton bagatelizuje niebezpieczeństwo islamskiego terroryzmu

 

Starcie obojga o wojnę domową w Syrii ukazało zasadniczą różnicę poglądów. Trump przekonywał, że priorytetem powinna być walka z dżihadystami i sugerował, że trzeba się w tym celu porozumieć się z reżimem prezydenta Syrii Baszara el-Asada - co wyklucza Clinton - i współpracować z Moskwą.


Clinton, zapytana czy dla ocalenia mieszkańców Aleppo, oblężonego przez wojska reżimu Asada, USA nie powinny "zagrozić interwencją wojskową", odpowiedziała, że jako prezydent "nigdy nie użyje wojsk lądowych" w Syrii. Dodała tylko, że wyśle tam siły specjalne i "rozważy uzbrojenie Kurdów" - co robi już administracja obecnego prezydenta Baracka Obamy bez większego skutku dla przebiegu wojny. Przypomniała też Trumpowi, że "Rosja wcale nie chce pokonania" Państwa Islamskiego (IS).


Trump sugerował, że Clinton bagatelizuje niebezpieczeństwo islamskiego terroryzmu i jest za przyjęciem większej liczby uchodźców z Bliskiego Wschodu do USA, chociaż "nie wiadomo, kim oni są".


Hillary replikowała, że jej oponent uprawia "demagogiczną retorykę antymuzułmańską", która tylko ułatwia islamistom werbunek bojowników pod pretekstem, że Ameryka "walczy z islamem".


- To, co on mówi na ten temat, jest skrajnie niemądre i niebezpieczne. Ja zamierzam pokonać ISIS (inny skrót dla IS - red.), ale do tego potrzebna jest współpraca z krajami muzułmańskimi - argumentowała Clinton.


Cooper zapytał Trumpa, dlaczego jest za zakazem wjazdu muzułmanów do USA.


- To się nazywa ekstremalna kontrola imigrantów. Obama i Clinton chcą wpuścić ludzi, o których nic nie wiemy, kim są i skąd pochodzą. To może być koń trojański - odpowiedział.

 

Clinton: USA nie prowadzą wojny z islamem 

 

Trump podkreślił, że przed wjazdem do USA każdy muzułmanin powinien być dokładnie sprawdzony. - Zamachy w Paryżu, Orlando i San Bernardino pokazują jak wielkie jest zagrożenie ze strony islamskiego terroryzmu - powiedział.


Skrytykował plany Clinton w sprawie przyjęcie przez USA większej liczby uchodźców. - To będzie największy w dziejach świata Koń Trojański - stwierdził Trump.

 

Hillary Clinton zapewniła, że USA nie prowadzą wojny z islamem. - W mojej wizji  Ameryka, to kraj, w którym każdy ma miejsce.

 

Sporą część debaty zajął spór o podatki. Kandydatka Demokratów przypomniała Trumpowi, że przez 18 lat nie płacił podatków federalnych dzięki skorzystaniu z możliwości odpisania sobie strat w biznesie. Kandydat GOP ripostował, że z podobnych upustów korzystają wszyscy szefowie wielkich korporacji i miliarderzy, "w tym jej (Clinton) przyjaciele, Warren Bufffett i George Soros, sponsorzy jej kampanii".

 

Clinton szanuje dzieci Trumpa. Trump uważa Clinton za fightera


Clinton w rewanżu skrytykowała program podatkowy Trumpa jako sprzyjający wyłącznie najzamożniejszym Amerykanom. Kandydat GOP obiecuje obniżyć podatki od korporacji i twierdzi, że przyspieszy to wzrost gospodarki, słaby za rządów administracji Obamy.


Inny wątek debaty dotyczył reformy ubezpieczeń zdrowotnych przeprowadzonej przez Obamę (tzw. Obamacare), która ma zapewnić wszystkim ubezpieczenia, ale jest coraz bardziej krytykowana, ponieważ doprowadziła do astronomicznego wzrostu kosztów polis ubezpieczeniowych. Clinton broniła reformy, Trump zapowiadał odwołanie "Obamacare".


Konfrontacyjną atmosferę debaty rozładowało nieco tylko ostatnie pytanie zadane przez jednego z wyborców: Czy moglibyście wymienić choć jedną rzecz, którą każde z was szanuje w swoim przeciwniku? Zebrani przyjęli je owacją.


Clinton odpowiedziała: - Szanuję jego dzieci. To mówi wiele o Donaldzie Trumpie. Ale nie zgadzam się z niczym, co mówi i robi on.


Trump, którego syn i córka siedzieli na widowni, był bardziej pojednawczy.


- Pochwałę moich dzieci uważam za ważny komplement. A Hillary nigdy się nie poddaje, nigdy nie rezygnuje. Jest fighterem (osobą waleczną) i to budzi respekt - oświadczył.

 

Trump: troje na jednego

 

Kandydat Republikanów skarżył się, że jest źle traktowany przez moderatorów, którzy - jak stwierdził - często przerywając jego wypowiedzi. - To troje na jednego - powiedział Trump. Debatę prowadzą dziennikarz telewizji CNN Anderson Cooper i Martha Raddatz z telewizji ABC.

 

Na półtorej godziny przed debatą telewizyjną z Hillary Clinton republikański kandydat na prezydenta Donald Trump wystąpił na ad hoc zwołanej konferencji prasowej z czterema kobietami, które oskarżają byłego prezydenta Billa Clintona o gwałt lub molestowanie seksualne.


Od dwóch dni głównym tematem w mediach w USA są rewelacje na temat wypowiedzi Trumpa w wywiadach radiowych i w nagranej prywatnej rozmowie, gdzie w wulgarnych słowach chwalił się swymi podbojami erotycznymi i w seksistowski sposób mówił o kobietach.

 

Na konferencji z Trumpem w niedzielę wieczorem (czasu USA) wystąpiły: Juanita Broderick, która oskarża Billa Clintona o gwałt przed laty, Paula Jones, która pozwała go molestowanie seksualne, kiedy był gubernatorem Arkansas, zarzucająca mu ten sam czyn Kathleen Willey, oraz Kathy Shelton, ofiara gwałtu, którego sprawcę broniła Hillary Clinton, gdy pracowała jako adwokat.

 

Komentatorzy: chciał wyprowadzić Clinton z równowagi


Wszystkie kobiety powiedziały, że popierają Trumpa, gdyż broni ich honoru w sytuacji, gdy polityczni sojusznicy Clinton kwestionują jakoby były ofiarami byłego prezydenta i jego żony.


- Pan Trump mógł wypowiedzieć pewne niewłaściwe słowa, ale Bill Clinton zgwałcił mnie i potem mi groził. Nie sądzę, żeby można było to porównywać - powiedziała Broderick.


Trump i jego obóz przypominają, że Hillary brała udział w kampanii dyskredytowania kobiet, które ujawniały, że były kochankami jej męża.


Dziennikarze próbowali zadać na konferencji pytania Trumpowi, ale ten je zignorował.

 

Zdaniem komentatorów, niespodziewana inicjatywa Trumpa miała na celu wyprowadzenie z równowagi Hillary Clinton w czasie debaty.

 

PAP