W meczu w Brnie padł remis 3:3, ale ostatnia bramka dla gospodarzy, dająca im remis w doliczonym czasie gry, została zdobyta ze spalonego, którego Ratajova nie dostrzegła. Piłkarze Sparty wysyłali Ratajovą do "garów i kuchni", odmawiając prawa do prowadzenia meczów piłki nożnej.

 

Obydwaj piłkarze przeprosili za swoje komentarze na profilach społecznościowych, ale klub uznał to za niewystarczający gest.

 

Sprawa trafiła do komisji dyscyplinarnej

 

"Emocje, emocjami, ale pewnych granic nie można przekraczać w swoich komentarzach. Dlatego będą trenować z niektórymi kobiecymi zespołami naszego klubu i zostaną ambasadorami Ligi Mistrzyń, by mogli przekonać się co kobiety potrafią także poza kuchnią" - napisał na stronie klubu generalny menadżer Sparty Adam Kotalik.

 

Ich wypowiedziami, niezależnie od kary nałożonej przez klub, zajmie się komisja dyscyplinarna ligi.

 

 

Ratajovej kara również nie ominie

 

Ratajova poniesie jednak konsekwencje braku sygnalizacji spalonego, choć przyznała się do błędu. Nie będzie mogła sędziować w czterech meczach. Szefem komisji sędziowskiej w Czechach jest Michał Listkiewicz.

 

- Lucie powiedziała, oglądając powtórkę akcji w telewizji, że wie, iż popełniła błąd. Jedna z bramek dla Sparty także padła ze spalonego. Dlatego musieliśmy podjąć decyzję o takiej karze - powiedział były międzynarodowy arbiter Listkiewicz.

 

- Znam Lucię długo, widziałem jak prowadziła spotkania w mistrzostwach świata kobiet i uważam ją - niezależnie od tego, co stało się w Brnie - za jedną z najlepszych sędzi-asystentek na świecie. Komentarze piłkarzy były absolutnie nie fair - dodał.

 

PAP