Czesław Kudzia ma 75 lat. Swoją pasiekę prowadzi od 44 lat. Na swojej posesji ma około 40 uli. Jednak teraz okazuje się, że pasieka musi zniknąć.

 

Wszystko zaczęło się od skargi dwóch sąsiadów, którzy wnieśli do sądu pozew o usunięcie uli. Jak twierdzą - obaj są uczuleni na jad owadów.

 

"Naleję wody do baseniku, to moment i już jest tam pełno pszczół"

 

- Tutaj nie ma komfortu życia w lecie, bo mamy małe dzieci. Jak im naleję wody do baseniku, to moment i już jest tam pełno pszczół. Poza tym mąż ma udokumentowane uczulenie - żali się w rozmowie z Polsat News sąsiadka Czesława Kudzi.

 

Dla pszczelarza decyzja sądu jest skandaliczna i jak przyznaje - nie może się z nią pogodzić. Mężczyzna tłumaczy, że pasieka to lata jego ciężkiej pracy.

 

- Nie sam sobie je przecież hoduję, ale przecież dla wszystkich, całemu społeczeństwu są potrzebne - twierdzi 75-latek. Ponadto zwraca uwagę, że likwidacja uli wiąże się ze stratami finansowymi, ponieważ każdy z nich wraz z pszczelą rodziną jest wart ponad tysiąc złotych.

 

Eksperci nie kryją oburzenia

 

Decyzja o likwidacji pasieki budzi także kontrowersje wśród naukowców, którzy podkreślają, że pszczoły to bardzo ważny element życia na ziemi.

 

- To nasze zapylacze, odpowiadają za bezpieczeństwo spożywcze, bez pszczół nie mielibyśmy większości naszych upraw – zwraca uwagę dr Hajnalka Szentgyorgyi z Katedry Sadownictwa i Pszczelarstwa Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie.

 

Ponadto podkreśla, że zwierzęta te nie stanowią bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia i życia człowieka. - Pszczoła atakuje tylko i wyłącznie wtedy kiedy jest zagrożenie dla swojego gniazda - zwraca uwagę.

 

Czesław Kudzia zapowiada, że będzie odwoływał się od wyroku sądu. - Może uda mi się zachować chociaż część uli - ma nadzieję.

 

polsatnews.pl