Lekarze potwierdzili, że urodzony 6 kwietnia chłopiec, syn jordańskiej rodziny, nie ma choroby genetycznej, którą ma jego matka. Z tego powodu kobieta, albo traciła ciąże, albo wszystkie jej dzieci umierały. W 2005 roku para urodziła córeczkę z zespołem Leigha, która wpływa na mózg, mięśnie i nerwy niemowląt. Dziewczynka zmarła, podobnie jak kolejne dziecko pary..

 

Dziecko dziedziczy cechy rodziców

 

Nowa metoda tzw. wspomaganego rozrodu polega na pobraniu niewielkiego fragmentu mitochondrialnego DNA z komórki jajowej dawczyni. Łączy się je  z jajeczkiem matki. Zdrową już komórkę jajową matki w laboratorium zapładnia się nasieniem ojca.

 

Tylko ok. 0,1 proc. DNA dziecka pochodzi od dawczyni. Jest ona traktowana jak dawcy organów, czyli pozostaje anonimowa dla dziecka.

 

Dziecko ma cechy genetyczne swoich rodziców, takie jak kolor oczu i włosów. 

 

Jeszcze nie przetestowana

 

Zespół amerykańskich lekarzy poleciał do Meksyku, gdzie nie obowiązuje zakaz prac nad tą metodą. Tam pobrano komórkę jajową od matki i dawczyni. Poród odbierał dr John Zhang.

 

Metoda budzi opór Kościoła i wielu naukowców, którzy boją się, że kolejnym krokiem będą genetyczne modyfikacje.   
 
Nowa technika jest na razie legalna jedynie w Wielkiej Brytanie. Prof Alison Murdoch z Newcastle University, gdzie opracowano tę metodę, przekonuje, że będzie miała ona zastosowanie w niewielkiej liczbie przypadkow, gdy wady DNA będą grozić konsekwencjami dla dziecka. Jak oszacowała, w Wielkiej Brytanii może to być ok. 10 zabiegów rocznie.

 

Lekarze przestrzegają też, że procedura zapłodnienia nie jest jeszcze dostatecznie przetestowana, dlatego nie można mówić, iż jest w pełni bezpieczna.

 

polsatnews.pl