- Było naprawdę wspaniale - powiedziała we wtorek o debacie kandydatka Demokratów dziennikarzom na pokładzie samolotu, którym podróżuje po kraju w czasie swojej kampanii wyborczej.

 

- Tak naprawdę chodzi o temperament i kwalifikacje do pełnienia najważniejszego i najtrudniejszego urzędu na świecie. Myślę, że wczoraj wieczorem ludzie zobaczyli pewne wyraźne różnice między nami - dodała o konfrontacji z kandydatem Republikanów.

 

Wina moderatora

 

Trump tymczasem starał się bagatelizować swoją porażkę. Złe wrażenie, jakie wywarł, tłumaczył stronniczością moderatora debaty Lestera Holta, który - jak twierdził w wywiadzie dla telewizji Fox News - zadawał mu pytania nie fair. Miał też pretensje do organizatorów, że wyposażyli go w wadliwy mikrofon.

 

Odgrażał się również, że w następnej debacie "uderzy mocniej" w Hillary Clinton. Zapowiedział, że poruszy w niej sprawę kłopotów małżeńskich Clintonów, przypominając romanse byłego prezydenta. Dodał, że nie uczynił tego "przez szacunek dla Chelsea Clinton", która była z ojcem na sali.

 

Zapytana o to Clinton zbyła groźbę wzruszeniem ramion.

 

- Trump może prowadzić kampanię jak mu się podoba. Ja nadal będę mówić o tym, co chcę zrobić dla narodu amerykańskiego - powiedziała w samolocie.

 

Każdy głos się liczy

 

Niedługo potem, na spotkaniu z wyborcami w Raleigh w stanie Karolina Północna, wezwała zebranych, aby rejestrowali się do wyborów i głosowali w listopadzie.

 

"Chcemy mieć pewność, że ludzie są zarejestrowani do głosowania. Jeszcze jest czas się zarejestrować" - powiedziała.

 

Frekwencja w lokalach wyborczych - zdaniem ekspertów - może się okazać kluczowym czynnikiem decydującym o wyniku wyborów. Według sondaży bezpośrednio przed debatą, Clinton i Trump cieszą się mniej więcej takim samym poparciem, gdyż przewaga kandydatki Demokratów stopniała do 2-3 punktów procentowych, co mieści się w granicach błędu statystycznego.

 

Wyborcy Trumpa wydają się jednak bardziej zmotywowani. Podstawowy segment koalicji zwolenników Clinton - Afroamerykanie - nie wykazuje entuzjazmu dla jej postaci i sztab Clinton obawia się, że wielu z nich może nie głosować.

 

PAP