Konsultacje w sprawie kluczowej reformy będą najpoważniejszym testem politycznym dla rządu Renziego, który za swój priorytet uznał usprawnienie funkcjonowania państwa, uproszczenie procesu legislacyjnego i znaczne obcięcie kosztów polityki.

 

Rządowa ustawa została wcześniej przyjęta przez parlament, a ponieważ dotyczy poprawek do konstytucji, wymaga zatwierdzenia w referendum. Poprzedza je trwająca od wielu miesięcy polityczna batalia między koalicją a wszystkimi partiami opozycji, które nawołują do głosowania przeciwko zmianom. Ich głównym rezultatem będzie osłabienie roli Senatu, co w praktyce oznacza częściowe zniesienia dwuizbowości i uczynienie z tej izby odpowiednika rady regionów.

 

Kontrowersje wokół reformy

 

Zmiany te wywołują też polemiki i kontrowersje w samej rządzącej Partii Demokratycznej kierowanej przez Renziego. Mniejszościowa grupa w tej formacji również jest przeciwna reformie. Niektórzy zarzucają premierowi arogancję i chęć zdobycia większej władzy. Renzi odpowiada zaś, że trzeba usprawnić i odnowić system rządzenia oraz położyć kres politycznym impasom.

 

Zgodnie z reformą w nowym Senacie ma zasiadać 95 osób: 21 burmistrzów miast i 74 radnych - senatorów, wyznaczanych przez rady poszczególnych regionów jako ich delegaci. Jako potencjalnych kandydatów do Senatu mają ich wskazywać wyborcy podczas wyborów samorządowych.

 

Ponadto pięć mandatów senatorskich przewidziano dla osób wskazanych przez prezydenta i mianowanych na siedem lat. Obecnie w izbie zasiada 315 senatorów.

 

Nowa izba wyższa będzie miała kompetencje dotyczące wyłącznie reform i ustaw konstytucyjnych, a nie zwyczajnych przepisów legislacyjnych. Senat nie będzie już głosował nad wotum zaufania dla rządu.

 

Poza tym reforma podnosi wymaganą liczbę podpisów pod obywatelskimi projektami ustaw z 50 do 150 tysięcy.

 

Kolejna istotna zmiana to zniesienie prowincji jako jednostki administracyjnej.

 

Jak zauważają komentatorzy, przyszłość szefa rządu w razie przegranej w referendum stoi pod znakiem zapytania.

 

PAP