Mistura poinformował w Genewie, że uzgodnione w ub. tygodniu porozumienie o zawieszeniu walk znacznie ograniczyło przemoc, od kiedy w poniedziałek weszło w życie.

 

Ubolewał jednak, że wciąż nie udało się dostarczyć pomocy humanitarnej do miejsc, w których panuje najgorsza sytuacja, co również zakładał amerykańsko-rosyjski plan. Wysłannik ONZ poinformował, że konwój składający się z 40 ciężarówek jest gotowy do drogi i może ruszyć w każdym momencie. Priorytetem dla ONZ jest dotarcie do oblężonych wschodnich dzielnic miasta Aleppo, gdzie, jak się szacuje, przebywa ok. 275 tys. ludzi.

 

Jednak według de Mistury syryjski rząd wciąż nie przedstawił pozwoleń na przejazd konwoju przez linie walk i punkty kontrolne, chociaż już 6 września, czyli jeszcze przed uzgodnieniem porozumienia, reżim w Damaszku zgodził się na to, aby pomoc została dostarczona do pięciu rejonów.

 

"Tracimy czas"

 

Pomoc humanitarna ma znaczenie dla ludzi, podobnie jak to, że nie ma już nalotów bombowych - powiedział Mistura.

 

- W tej kwestii mamy problem - dodał. - Jest to szczególnie godne pożałowania, gdyż tracimy czas. Powinniśmy byli wykorzystać te dni (...), gdy nie było walk - zauważył. - Federacja Rosyjska zgadza się z nami - podkreślił.

 

Wcześniej w czwartek Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka poinformowało, że syryjskie siły rządowe i oddziały rebeliantów nie wycofały się na razie z pozycji przy jedynej drodze, którą do Aleppo ma być dostarczona pomoc humanitarna.

 

Według Obserwatorium każda ze stron konfliktu chce, aby wycofywanie się z okolic drogi Castello, na północ od Aleppo, nastąpiło równocześnie.

 

PAP