Centralna Komisja wyborcza poinformowała, że frekwencja na godz. 18 wyniosła 67,66 proc.

 

- Jeśli chodzi o skargi, które wpływają do Centralnej Komisji Wyborczej, to mogę powiedzieć, że liczba ustnych zgłoszeń jest niewielka. Poważnych zgłoszeń, które świadczą o jakichś nieprawidłowościach wpływających na wyniki wyborów, nie ma - oznajmiła Jarmoszyna.


Jak powiedziała, skargi dotyczą przede wszystkim tego, że mieszkańcy nie otrzymali zaproszenia na wybory albo nie zostali wpisani na listę wyborców. - Takim osobom zaproponowano wpisanie na listę dodatkową, ale nie zawsze się na to godzą; niektórzy odchodzą i nic nie robią oprócz wzniesienia skargi do CKW - dodała.


Manipulowanie frekwencją


Tymczasem obserwatorzy niezależnej kampanii "Prawo wyboru" powiedzieli, że podstawową nieprawidłowością na wyborach jest manipulowanie frekwencją. - Zapędzano ludzi na głosowanie przedterminowe i dopisywano osoby, które nie przychodziły, do frekwencji - oświadczył koordynator kampanii Dzianis Sadouski.


Jak powiedział, w jednym z punktów wyborczych o 50 proc. zawyżono frekwencję w stosunku do obliczeń obserwatorów. - Stwierdziliśmy też nieodpowiednie przechowywanie urn - lokale nie były zapieczętowane podczas przerwy obiadowej i w nocy. Karty do głosowania można było po prostu zamienić. Nie możemy zaufać wynikom wyborów - oznajmił.


Dodał, że ponad 20 obserwatorów kampanii "Prawo wyboru" usunięto z punktów wyborczych, podając fikcyjne powody.

 

W wyborach o 110 mandatów ubiegało się 485 kandydatów, w tym ok. 180 z opozycji.

 

W poprzednich wyborach do Izby Reprezentantów w 2012 roku startowało 293 kandydatów. Opozycję reprezentowało 46, ale żaden z nich nie trafił do parlamentu.


Zasadniczy dzień wyborów poprzedziło 5-dniowe głosowanie przedterminowe, w którym frekwencja wyniosła 31,29 proc.

 

PAP