Pociski moździerzowe, które uderzyły w izraelską część Wzgórz Golan nie spowodowały ofiar śmiertelnych, ani większych strat materialnych - odnotowuje agencja Reutera. Pochodziły z terenu, gdzie trwają walki i najprawdopodobniej "zabłąkały się" na terytorium izraelskie.

 

Władze Izraela stawiają sobie za cel, aby nie dopuścić do pojawienia się w sąsiedztwie nowych rodzajów broni, gdyż mogłoby to zmienić układ sił i "reguły gry" w regionie. Zwalczają też szyickie bojówki Hezbollahu, które uważają za zagrożenie dla bezpieczeństwa w regionie.

 

Kilkanaście ataków z powietrza

 

W grudniu 2015 r. premier Izraela Benjamin Netanjahu przyznał, że siły zbrojne jego kraju okazjonalnie prowadzą operacje w Syrii. Było to pierwsze oficjalne potwierdzenie, że państwo żydowskie angażuje się militarnie w konflikt syryjski.

 

Na podstawie różnych, ale zgodnych ze sobą źródeł można uznać, że od 2013 roku Izrael przeprowadził w Syrii kilkanaście ataków z powietrza. Większość nalotów była wymierzona w konwoje z bronią dla libańskiego Hezbollahu, skonfliktowanego z Izraelem i wspierającego reżym Baszara el-Asada w Syrii.

 

Izrael kontroluje niewielką część Wzgórz Golan od 1981 roku. Wcześniej, tj. od 1967 roku, siły izraelskie okupowały cały region. Syria pozostaje oficjalnie w stanie wojny z Izraelem, który ze swej strony stara się oficjalnie nie angażować w obecny konflikt wojenny w tym kraju.

 

PAP