- Nie powstrzyma mnie żadna polemika, żaden manewr, żadna manipulacja - powiedział Sarkozy podczas wiecu w Poissy pod Paryżem.

 

Dzień wcześniej paryska prokuratura poinformowała, że chce, aby były prezydent Francji stanął przed sądem w związku z zarzutem nielegalnego finansowania swej kampanii wyborczej w 2012 roku.

 

Jeśli z rekomendacją prokuratury zgodzi się sędzia śledczy odpowiadający za sprawę, to dojdzie do procesu sądowego.

 

Proces może skomplikować starania 61-letniego Sarkozy'ego o zwycięstwo w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Na 20 i 27 listopada zaplanowane są prawybory, które mają wyłonić kandydata centroprawicy w wyborach szefa państwa w 2017 roku.

 

Sarkozy był prezydentem Francji latach 2007-2012, a obecnie jest przywódcą centroprawicowej partii Republikanie (wcześniej Unia na rzecz Ruchu Ludowego - UMP) i jej kandydatem w przyszłorocznych wyborach prezydenckich.

 

Kilkumiesięczne śledztwo

 

Od lutego do czerwca Sarkozy był objęty wstępnym śledztwem w sprawie przekroczenia limitu wydatków na kampanię prezydencką, znaną we Francji jako afera Bygmaliona - od nazwy firmy PR, która obsługiwała kampanię wyborczą Sarkozy'ego. Śledztwo wykazało malwersacje, które miały na celu ukrycie przekraczających dopuszczalne limity sum wydanych na kampanię prezydencką Sarkozy'ego przed wyborami. Sfałszowane faktury na wydatki w wysokości ok. 18 mln euro wystawiono na UMP, podczas gdy powinny były zostać wystawione na sztab Sarkozy'ego.

 

Wysokość budżetu na kampanie regulowana jest prawem, aby była ona równa dla wszystkich kandydatów; w drugiej turze wyborów prezydenckich w 2012 roku limit wynosił 22,5 mln euro na kandydata. W wyborach tych Sarkozy przegrał z kandydatem Partii Socjalistycznej Francois Hollande'em.

 

PAP