W wyborach mandaty zdobyło co najmniej pięcioro zwolenników niepodległości. Prodemokratyczna opozycja utrzymała też niezbędną dla weta blokującego w sprawach najważniejszej legislacji i funduszy publicznych jedną trzecią miejsc w 70-osobowej Radzie, co dotychczas pomagało w ograniczaniu wpływów Chin.


Były to najważniejsze wybory w Hongkongu od końca wielkich prodemokratycznych protestów z jesieni 2014 roku, gdy centrum metropolii przez wiele tygodni było sparaliżowane. Demonstracje nie doprowadziły jednak do żadnych koncesji ze strony Pekinu w sprawie politycznych reform tego terytorium.


"Stanowczy sprzeciw"


W komunikacie opublikowanym w poniedziałek wieczorem Pekin ostrzegł, że nie będzie tolerował tego, by w Radzie lub poza nią ktokolwiek działał na rzecz niepodległości tego terytorium.


"Stanowczo sprzeciwiamy się wszelkiej aktywności związanej z niezależnością Hongkongu we wszystkich formach, wewnątrz lub poza Radą Ustawodawczą, i udzielamy zdecydowanego poparcia rządowi Hongkongu, aby zgodnie z prawem wprowadzał sankcje" - podała państwowa agencja prasowa Xinhua. Cytuje ona rzecznika rządowego biura ds. Hongkongu i Makau.


Oskarżył on niektórych kandydatów o to, że wykorzystali wybory jako pretekst do "otwartego promowania" niepodległości, co - jak dodał - jest niezgodne z konstytucjami Chin i Hongkongu. "Jest to też niezgodne z fundamentalnymi interesami wszystkich mieszkańców Hongkongu" - dodano.


Władze Hongkongu zabroniły udziału w wyborach


W niedzielnych wyborach odnotowano rekordową frekwencję od zwrócenia Hongkongu Chinom w 1997 roku. Głosowanie zorganizowano w czasie, gdy wielu mieszkańców odnosi wrażenie, że Pekin próbuje umacniać swe wpływy w tej byłej brytyjskiej kolonii.


Nowi członkowie Rady Ustawodawczej obejmą stanowiska 1 października. Będą musieli ślubować przestrzeganie konstytucji, w której Hongkong określono jako część Chin.


Władze Hongkongu w lipcu zabroniły sześciu prodemokratycznym kandydatom udziału w wyborach pod pretekstem popierania niepodległości. Mimo to mandaty uzyskało co najmniej pięciu młodych ludzi o podobnych poglądach, w tym jeden z liderów masowych demokratycznych protestów z 2014 roku 23-letni Nathan Law. Określa się ich jako lokalistów, czyli stawiających na pierwszym miejscu interesy Hongkongu, a nie Pekinu.


"Jeden kraj, dwa systemy"


Szef administracji Hongkongu Leung Chun-ying, uznawany przez przeciwników za marionetkę Pekinu, przypomniał, że parlamentarzyści będą musieli przestrzegać ustawy zasadniczej. Zapewnił jednocześnie, że będzie chciał współpracować ze wszystkimi deputowanymi.


Hongkong został w 1997 roku jako była brytyjska kolonia zwrócony Chinom na mocy porozumienia honorującego zasadę "jeden kraj, dwa systemy", które miało utrzymać jego pozycję globalnego centrum finansowego z odrębnym systemem prawnym na okres co najmniej 50 lat, ale z zagwarantowaniem pełnej zwierzchności Pekinu.

 

PAP