Stan kryzysowy, ogłoszony 15 września 2015 r. w związku z tym, że Węgry stały się głównym krajem tranzytowym dla uchodźców i imigrantów usiłujących dotrzeć do Europy Zachodniej, oznacza większe uprawnienia dla policji i innych służb. Przedłużono go teraz na całym terytorium kraju.

 

Choć Węgry w zeszły roku wzniosły na granicy ze swoimi południowymi sąsiadami ogrodzenie z drutu kolczastego i napływ uchodźców znacznie zmalał, to wciąż przedostają się oni do kraju w pewnej liczbie, głównie przez granicę z Serbią.

 

Szef parlamentarnej Komisji Obrony Kraju Lajos Kosa oświadczył w piątek, że presja migracyjna na Węgry będzie się nasilać, głównie dlatego, iż Turcy "w coraz mniejszym stopniu dotrzymują" porozumienia z UE, a na terytorium Turcji przebywa obecnie 1,5 mln imigrantów, którzy szykują się do UE.

 

W marcu szefowie państw i rządów krajów unijnych zatwierdzili porozumienie z Turcją, na mocy którego wszyscy imigranci, którzy nielegalnie przedostawali się do Grecji, są odsyłani z powrotem do Turcji. W zamian za ich przyjmowanie UE zgodziła się m.in. na odmrożenie rozmów akcesyjnych z Turcją, a także zniesienie wiz unijnych dla obywateli tego kraju.

 

"Musimy się przygotować na ciężką jesień"

 

Premier Viktor Orban po poniedziałkowych rozmowach z premierem Serbii Aleksandrem Vucziciem w Belgradzie nie wykluczył, że jesienią na bałkańskim szlaku migracyjnym trzeba będzie się zmierzyć z podobnymi wyzwaniami co w zeszłym roku. "Musimy się przygotować na ciężką jesień" - oznajmił.

 

Na Węgrzech trwa kampania przed referendum ws. obowiązkowych kwot przyjmowania uchodźców, które ma się odbyć 2 października. Orban powiedział, że referendum ma mu pomóc w walce o zaostrzenie polityki imigracyjnej w UE, której w przeciwnym wypadku grozić będzie występowanie kolejnych po Wielkiej Brytanii państw. Jak podkreślił, zdaniem Węgier "każdy imigrant oznacza zagrożenie dla bezpieczeństwa i ryzyko terroryzmu".

 

PAP