O "klęsce" Merkel pisze "Spiegel online". Niedzielne wybory do landtagu Meklemburgii-Pomorza Przedniego były czymś więcej niż tylko wyborami w małym kraju związkowym, to było "głosowanie nad Merkel" - ocenia komentator Sebastian Fischer. "Na północnym wschodzie Niemiec burza protestu zepchnęła CDU na miejsce za AfD. Dla kanclerz to klęska" - napisano w internetowym wydaniu "Spiegla".


Autor komentarza zaznacza, że Meklemburgia jest właściwie tak małym landem, iż w innej sytuacji niedzielne wybory byłyby "niemal bez znaczenia", jednak "te wybory były inne, gdyż w rzeczywistości były wyborami kanclerza lub, mówiąc bardziej precyzyjnie, głosowaniem nad Merkel".


"W Meklemburgii Merkel ma swój okręg wyborczy. Prawicowi populiści z AfD wywołali bunt w jednym z pokoi jej mieszkania, przekształcili wybory w plebiscyt przeciwko jej polityce migracyjnej" - pisze Fischer.


"Stawką nie jest jeszcze fotel kanclerza"


Zdaniem "Spiegla" Merkel znalazła się w podobnej sytuacji co Schroeder w 2005 roku. Ówczesny kanclerz musiał wyjaśnić swojej partii wprowadzone przez siebie reformy socjalne (Agenda 2010) i bronić się równocześnie przed Lewicą, która dzięki protestom przeciwko tym reformom stawała się coraz silniejsza - tłumaczy komentator.


Schroeder w obu przypadkach poniósł porażkę - przypomina Fischer. Jego zdaniem Merkel nie musi skończyć jak Schroeder, który w 2005 roku przegrał wybory. Wybory w Meklemburgii są "na razie klęską tylko jako polityczny symbol", stawką nie jest jeszcze fotel kanclerza - czytamy w "Spiegel online".   


"Furia skierowana przeciwko wszystkim"


"Furia wyalienowanych (wyborców) skierowana jest nie przeciwko jednej partii - CDU, lecz przeciwko wszystkim" - pisze "Frankfurter Allgemeine Zeitung". Wyborcy AfD występują nie przeciwko uchodźcom "jako osobom, lecz przeciwko polityce, której uwarunkowań nie podzielają, której uczestników nie uznają za reprezentantów narodu i której instytucji na akceptują".


Zdaniem autora komentarza na postawę tej części wyborców składa się nie tylko hasło "Merkel musi odejść", lecz także awersja do związków z Zachodem. Odrzucany jest także kompromisowy charakter polityki, który ujawnia się w negocjacjach z Turcją, oraz globalizacja, której przejawami są porozumienia o wolnym handlu między UE a USA i Kanadą, TTIP i CETA.


"Kto uważa, że nie musi traktować poważnie tej furii, ten może się na niej wyłożyć" - konkluduje "FAZ".

 


"Sukces AfD nie będzie trwały"


Zdaniem "Sueddeutsche Zeitung" AfD korzysta z nastrojów, które sama wywołała, jednak jej sukces nie będzie trwały. W Meklemburgii-Pomorzu Przednim mieszka niewielu cudzoziemców i prawie nie ma uchodźców, a mimo to partia protestu przeciwko uchodźcom i polityce migracyjnej Merkel, jaką jest AfD, uzyskała w tym landzie duże poparcie - dziwi się autor komentarza Heribert Prantl. Mieszkańcy tego kraju związkowego "znają muzułmanów z opowiadań", ale agitacja przeciwko rzekomemu islamskiemu niebezpieczeństwu doprowadziła do wzrostu znaczenia AfD.


"W wyborach, których głównym motywem było poszukiwanie kozła ofiarnego, AfD udało się skierować wszelkie rozczarowania, niezadowolenie, gniew i pogardę przeciwko elitom i stworzonym przez nich warunkom, które w Meklemburgii, patrząc obiektywnie, wcale nie są takie złe" - pisze Prantl.


AfD czerpie siłę z protestu "przeciwko uchodźcom, przeciwko islamowi, przeciwko decydowaniu z zewnątrz i z lęków, które sama podsyca". Takie nastroje, opierające się na "nierealnej rzeczywistości", nie są jednak trwałe - ocenia komentator. 


"AfD sieje strach"


Jego zdaniem AfD dokonała "masakry piłą mechaniczną" systemu partii demokratycznych w Niemczech. Z CDU, SPD i Lewicy "wycięte zostały kawałki", co powoduje, że w wielu landach niemożliwe stały się koalicje dwupartyjne. Prantl uważa, że nie jest to żaden dramat, lecz raczej postulat pod adresem tak zredukowanych partii, by poprawiły komunikację z wyborcami. "AfD sieje strach, nie możemy pozwolić na to, by ten strach nas opanował" - przestrzega komentator "SZ". 


"Czy kariera Angeli Merkel jako kanclerza dobiega końca?" - zastanawia się Gerd Appenzeller w "Tagesspieglu". Wybór AfD nie oznacza jego zdaniem głosowania na polityczną alternatywę, gdyż żadna partia nie wejdzie z tym ugrupowaniem w koalicję. Ale i bez tego prawicowe hasła funkcjonują - pisze komentator.


"Im bardziej partie reprezentowane w parlamencie przejmują polityczne hasła prawicy, licząc na to, że w ten sposób pokonają AfD, tym bardziej pozwalają one na politykę szczucia uprawianą przez ludzi pokroju Gaulanda czy Storch (Alexander Gauland i Beatrix von Storch - czołowi politycy AfD)" - ostrzega Appenzeller. 

 

PAP