- Ja zostałem zaatakowany przez grupę około 20 osób i uderzony. Mój kolega został tak dotkliwie pobity, że wylądował w karetce - mówił rozmówca Tomasza Lejmana.

 

Polak opowiada, że został zaatakowany dwa miesiące temu. Uważa, że zrobili to ci sami młodzi ludzie, którzy potem śmiertelnie pobili Arkadiusza J.  i ciężko ranili jego kolegę.

 

- A dlaczego jesteś pewny, że to ta sama grupa, przecież ponoć tutaj jest mnóstwo takich grupek młodzieży, które są agresywne i niebezpieczne? - pytał Tomasz Lejman.

 

- Ta grupa przewijała się tutaj co chwilę, wszystkie monitoringi, każdy może potwierdzić, że ta grupa po prostu robiła tutaj co chciała (...). A policja na to nie reagowała, po prostu nie reagowała - odpowiedział rozmówca reportera Polsat News. 

 

Śmierć Polaka

 

Wczoraj w Harlow odbył się marsz milczenia, aby upamiętnić Arkadiusza J., który w minioną sobotą został zaatakowany przez grupę nastolatków. Meżczyzna zmarł w wyniku odniesionych obrażeń. Jego kolega trafił do szpitala.

 

Spraców tropi brytyjska policja. "Prowadzimy śledztwo ws. morderstwa na tle nienawiści, ale istnieje również wiele innych wątków, którymi musimy się zająć i nie możemy ich wykluczyć na tym etapie badania sprawy. Wciąż prowadzimy przesłuchania, próbując ustalić co dokładnie się wydarzyło i jakie były okoliczności tego ataku" - podkreślił w wydanym w czwartek wieczorem oświadczeniu detektyw Danny Stoten z wydziału ds. poważnych przestępstw wspólnej policji hrabstw Kent i Essex.

 

Śledztwo wszczęła również stołeczna prokuratura.

 

Polsat News, PAP