Prezydent Andrzej Duda z małżonką Agatą Kornhauser-Dudą wziął w czwartek udział w inauguracji nowego roku szkolnego w Zespole Szkół w Dziewierzewie koło Kcyni (Kujawsko-Pomorskie). Uroczystość była połączona z nadaniem szkole imienia ppor. Marka Uleryka, funkcjonariusza Biura Ochrony Rządu, który w wieku 35 lat 10 kwietnia 2010 roku zginął w katastrofie smoleńskiej.

 

Przed uroczystością para prezydencka złożyła wieniec na grobie ppor. Uleryka.

 

"Być do samego końca"

 

- Marek był na tyle oddanym tej służbie, jej istocie, jej kwintesencji, że gdyby wiedział, że pani Maria Kaczyńska zginie tamtego dnia, 10 kwietnia, za wszelką cenę próbowałby ją zatrzymać. Ale gdyby mu się nie udało, mimo wszystko wykonałby swoją służbę. Poszedłby z pełną świadomością wiedząc, że to jest właśnie jego obowiązek. Być z panią prezydentową do samego końca - mówił Andrzej Duda.

 

- Ppor. Marek Uleryk był skromny, sumienny, ambitny - mówił prezydent Andrzej Duda, wspominając funkcjonariusza BOR, który zginął w katastrofie smoleńskiej. Wskazał, że dla uczniów szkół, które od czwartku noszą jego imię, Uleryk może być przykładem oddania i poważnego traktowania służby.

 

W swoim wystąpieniu Duda przypomniał, że ppor. Uleryk był w osobistej ochronie prezydentów Aleksandra Kwaśniewskiego i Lecha Kaczyńskiego, a także był jednym z dwóch funkcjonariuszy, którzy dbali o bezpieczeństwo Marii Kaczyńskiej. - Zapewniam państwa, jako ten, który znał pana prezydenta prof. Lecha Kaczyńskiego i pracował z nim w najbliższym jego otoczeniu, że bezpieczeństwo jego żony było dla niego ważniejsze niż własne - powiedział.

 

"Stałem się jego towarzyszem broni"

 

Wspomniał także, że po katastrofie smoleńskiej powierzono mu misję udania się do Moskwy, aby towarzyszyć w drodze do Polski trumnie z ciałem Marii Kaczyńskiej. - Obowiązek, który tam miałem, polegał również na tym, żeby dopilnować, żeby wszystko odbyło się w sposób godny - podkreślił Duda.

 

- Marka już wtedy nie było, nie mógł tej misji wykonać. Ale ja mam takie poczucie, że dopełniłem tego za niego. I w tym sensie, w jakimś stopniu, stałem się jego towarzyszem broni - powiedział wyraźnie wzruszony prezydent, który w tym momencie otarł z oka łzę.

 

Wskazał, że Uleryk może być dla uczniów przykładem oddania oraz poważnego traktowania swoich obowiązków i służby.

 

Jak mówił prezydent, rzadko się zdarza, aby patron szkoły był wcześniej jej uczniem. - W szkole zawsze mówi się "patron naszej" szkoły, "nasz patron"; są różni patroni - wielcy ludzie, zasłużeni dla polskiej historii - powiedział Duda. - I zawsze mówi się o nich "nasz patron", ale rzadko się zdarza, żeby to określenie "nasz patron" miało tak głębokie, podwójne znaczenie. Bo to nie tylko patron naszej szkoły, ale to nasz patron, bo stąd, bo z sąsiedztwa, nasz, bo do tej szkoły chodził. Nasz, bo jego stopy dotykały tych korytarzy, bo biegał po sali gimnastycznej, po boisku szkolnym - podkreślił prezydent.

 

W imieniu rodziny ppor. Marka Uleryka za udział w uroczystości i pamięć parze prezydenckiej i wszystkim obecnym podziękowała jego siostra Aldona Polcyn.

 

- Marku, spora grupa osób obecnych zawołałaby »Ulku«, wierzę, że jesteś tutaj z nami. Dziś świętowałbyś kolejny rok swojej pracy w BOR. Zapewne stoisz wśród swoich kolegów funkcjonariuszy i nadziwić się nie możesz, bo w swej skromności nie przypuszczałeś, że dostąpisz takiego zaszczytu - powiedziała Aldona Polcyn.

 

Patron szkół został wybrany w głosowaniu przez uczniów, a uchwałę o nadaniu imienia podjęła Rada Miasta Kcyni.

 

PAP, polsatnews.pl