- Chcemy, żeby cały proces był transparentny. Mamy nadzieję, że wszyscy radni poprą ten projekt uchwały - mówił Szostakowski. Dodał, że w komisji mieliby znaleźć się zarówno radni z klubu PO, PiS, niezależni, jak i zewnętrzni eksperci oraz przedstawiciele organizacji pozarządowych.

 

Radni PO proponują, żeby pracą komisji pokierował radny, który nie będzie należał do klubu Platformy.

 

- Chcemy, żeby komisja miała dostęp do wszystkich materiałów, jakie są w urzędzie miasta, chcemy, żeby mogła korzystać z zewnętrznych ekspertów, żeby również stworzyła zasady audytu, który niezależny audytor wykona dla potrzeb oceny procesu reprywatyzacji od początku - mówił Szostakowski.

 

"Mieliście 10 lat"

 

W trakcie jego wystąpienia część zgromadzonych na sali obrad aktywistów i lokatorów krzyczała: "Za późno"; "Dymisja, nie komisja"; "Mieliście 10 lat".

 

Zanim Szostakowski zabrał głos, a po wystąpieniu prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, część zgromadzonych rzucała na salę obrad Rady Warszawy kolorowe piłeczki, na których napisane były adresy różnych warszawskich nieruchomości, których dotknęła reprywatyzacja.

 

Po tym jak Szostakowski zabrał głos, zarządzono 15-minutową przerwę, w trakcie której część obserwujących obrady nie została wpuszczona z powrotem na salę. Straż miejska powoływali się na przepisy pożarowe. Doszło do awantury i przepychanek.

 

- Jakim prawem uniemożliwiacie udział w sesji nadzwyczajnej mieszkańcom Warszawy, tym osobom zgłoszonym do zabrania głosu? Dlaczego blokujecie drzwi? - wykrzykiwał jeden z mieszkańców.  

 

 

  

 

Przeciwni powołaniu komisji są radni PiS. - Nie wplątujcie nas w to, co media nazywają "złodziejską aferą" - mówił szef klubu radnych PiS Cezary Jurkiewicz.

 

PiS: to byłaby fasadowa komisja

 

Jego zdaniem wystarczy, że sprawę reprywatyzacji bada CBA i prokuratura. - To byłaby komisją fasadową, fikcyjną, nawet nie będzie w stanie dotrzeć do wszystkich materiałów - mówił Jurkiewicz. Jak podkreślił, te „najbardziej interesujące” dokumenty dotyczące stołecznej reprywatyzacji znajdują się obecnie w rękach CBA i prokuratury.

 

Zwrócił przy tym uwagę, że komisja miałaby zbadać proces reprywatyzacji z lat 1990-2016. - Ile tysięcy wniosków tu jest do przejrzenia? Kto to zrobi? - pytał radny PiS.

 

Przekonywał przy tym, że to prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz jest odpowiedzialna za "swoich urzędników, za procesy, za czynności kontrolne", a nie stołeczni radni. - Nie wplątujcie nas państwo w to, co media nazywają złodziejską aferą, my nie chcemy w tym brać udziału - dodał Jurkiewicz.

 

Na koniec wystąpienia radny PiS zwrócił się do Gronkiewicz-Waltz o moralną i finansową rekompensatę dla prawowitych spadkobierców kamienicy przy ul. Noakowskiego 16, którą kilka lat temu odzyskała rodzina prezydent Warszawy.

 

Wystąpienie polityka PiS przerywali zgromadzeni na sali działacze lokalnych stowarzyszeń mieszkańców skandując m.in.: "gdzie byliście, gdzie byliście?". Jurkiewicz odpowiedział, że Prawo i Sprawiedliwość znajduje się w Warszawie od 2006 r. w opozycji.

 

Guział kontra Gronkiewicz-Waltz

 

Temat kamienicy przy Noakowskiego wrócił ze zdwojoną siłą podczas wystąpienia Piotra Guziała, który stwierdził, że okoliczności jej zwrotu rodzinie Waltzów to "matka wszystkich afer reprywatyzacyjnych". - To nią najpierw powinna zająć się komisja reprywatyzacyjna - stwierdził radny. Hanna Gronkiewicz-Waltz odpowiedziała, że słowa radnego to kłamstwo.

 

 

Zdaniem Guziała to wtedy były już dyrektor Biura Gospodarki Nieruchomościami Marcin Bajko i jego współpracownicy zdobyli zaufanie Gronkiewicz-Waltz.

  

- To wtedy oni postawili na zmianę, jak się okazało, słusznie postawili. To pani prezydent mówiła w wywiadach dla mediów, że dyrektor Bajko to jedna czwarta jej umysłu - mówił Guział. Dodał, że przez lata Gronkiewicz-Waltz miała do Bajki "totalne zaufanie" i nie przeszkadzało jej, że Bajkę zatrudnił Lech Kaczyński, gdy sprawował funkcję prezydenta Warszawy.

 

"Bajko nie zauważył dokumentów z 1948 r."

 

- Nie przeszkadzało pani, bo oddał pani rodzinie przysługę, nie zauważył dokumentów z 1948 r. Dokumentu, czyli wyroku sądu PRL, w którym unieważniał akt notarialny nabycia kamienicy przez wujka pani męża, zatem pani mąż nie odziedziczył kamienicy, odziedziczył nieważne roszczenie - powiedział Guział.

  

Gronkiewicz-Waltz zarzuciła Guziałowi kłamstwo. "Dlaczego pan bez przerwy kłamie?" - zwróciła się do radnego. Wytknęła, że nie udało mu się odwołać jej z funkcji prezydent stolicy w referendum, które zainicjował.

 

Prezydent stolicy powiedziała, że jej mąż w wywiadach wyjaśniał sprawę kamienicy przy ul. Noakowskiego. Dodała, że w 2003 r. nie było jej ani jej męża w Polsce i sprawy spadkowe, nie po wujku, tylko po ciotce, prowadził adwokat, kiedy przebywała z mężem za granicą. - Nie uda się panu wrobić mnie w te działania - powiedziała Gronkiewicz-Waltz.

 

 

Dodała, że różne organy ścigania kilkakrotnie zajmowały się sprawą Noakowskiego 16 i "nic nie mogły znaleźć".

 

- Zbadajcie to jeszcze raz, proszę bardzo, możecie badać trzy razy, pięć, dziesięć - powiedziała prezydent stolicy. Pytała też, czy obejmując fotel prezydent Warszawy miała nie mieć zaufania do urzędników zatrudnionych przez Lecha Kaczyńskiego.

  

"Afera Waltzów"

 

Guział ocenił też, że Gronkiewicz-Waltz "milczała przez długie 10 lat, kpiła z mieszkańców i wyborców" nie przychodząc na nadzwyczajne sesje rady miasta. - Dzisiaj utraciła pani swoją wiarygodność, a w sprawie kamienicy pani męża straciła pani też przyzwoitość. Polityk który nie jest przyzwoity i wiarygodny nie może dalej sprawować swojej funkcji - powiedział Guział.

 

Dodał, że Gronkiewicz-Waltz powinna podać się do dymisji, co - jak mówił - nakazuje "przyzwoitość polityczna".  - Dzisiaj to nie jest afera reprywatyzacyjna, to jest afera Waltzów, tak ją trzeba ocenić, za chwilę to będzie afera Platformy - ocenił Guział.

 

Wniosek o wotum nieufności

 

Radny PiS Oskar Hejka złożył z kolei  wniosek o przeprowadzenie głosowania nad wnioskiem o wotum nieufności dla prezydent stolicy Hanny Gronkiewicz-Waltz.

 

Złożył też wniosek, by Rada Warszawy powołała "komisję ds. ujawnienia powiązań najwyższych urzędników w państwie z mafią reprywatyzacyjną".

 

- My musimy wiedzieć, czy pracujemy w radzie, która ufa pani prezydent, czy nie. Wynik tego głosowania powie nam, co się tu będzie działo przez następne dwa lata - czy dalej to będzie maszynka do głosowania, czy jednak coś się zmieni - mówił Hejka uzasadniając wniosek ws wotum nieufności dla prezydenta miasta.

 

PAP, fot: PAP/Leszek Szymański