Wywiad z szefową rządu ukazał się dokładnie rok po konferencji prasowej w Berlinie, na której Merkel zapewniła, że Niemcy poradzą sobie z napływem uchodźców i wypowiedziała cytowane następnie wiele razy słowa "Damy radę" (Wir schaffen das).


- Tak, oczywiście - odpowiedziała Merkel na pytanie, czy słowa "damy radę" były słuszne i czy nadal uważa je za właściwe.


Przypomniała, że jej spotkanie z prasą 31 sierpnia 2015 roku odbyło się wkrótce po zajściach w Heidenau, gdzie część mieszkańców blokowała drogę, próbując nie dopuścić do zakwaterowania uchodźców w tamtejszym supermarkecie. W tym samym czasie MSW opublikowało prognozę, z której wynikało, że do Niemiec przyjedzie 800 tys. imigrantów. - Było jasne, że stoimy przed ogromnym wyzwaniem - zaznaczyła Merkel.  


"Terroryzm był obecny już wcześniej"


Kanclerz przyznała, że zamachy w Ansbach i Wuerzburgu, a wcześniej we Francji i Belgii wywołały wśród mieszkańców Niemiec niepokój. Władze zdawały sobie sprawę, że wśród uchodźców byli też ludzie mający "niecne zamiary" - powiedziała. W dodatku doszło do prób indoktrynacji imigrantów przez ugrupowania islamistyczne.


- Stanowisko, że terroryzm pojawił się u nas wraz z uchodźcami, jest jednak po prostu błędne, gdyż był on obecny już przedtem w różnych formach, a szczególnie pod postacią osób zagrażających porządkowi publicznemu, których musieliśmy obserwować - tłumaczyła Merkel. Ogromna większość uchodźców to osoby, które uciekły do nas przed przemocą, morderstwami, bombami i terroryzmem - dodała kanclerz.

 
"Zmiana jest koniecznym elementem życia"


- Niemcy pozostaną Niemcami, zachowując wszystko to, co kochamy i cenimy - zapewniła Merkel zastrzegając, że Niemcy od powstania RFN w 1949 roku ciągle się zmieniały. - Zmiana nie jest niczym złym; jest koniecznym elementem życia - wtrąciła. Jej zdaniem zmiany wymuszane są przez globalizację.


Mówiąc o błędach popełnionych przez Niemcy Merkel przyznała, że władze w Berlinie zbyt długo ignorowały problem uchodźców i odsuwały konieczność przyjęcia  ogólnoeuropejskiego rozwiązania tego problemu.


- Wielu uchodźców docierało już w 2004 i 2005 roku (do Europy), a my pozostawiliśmy ten problem Hiszpanii i innym krajom położonym na zewnętrznych granicach - wskazała Merkel dodając, że Berlin był wtedy przeciwny rozdziałowi imigrantów między wszystkie kraje UE. - Po wielu uchodźcach, których przyjęliśmy po wojnach w byłej Jugosławii, Niemcy cieszyły się, że teraz ten problem mają na głowie inne kraje. Nie mogę się tego wyprzeć - przyznała kanclerz.

 

PAP