- Policja powiedziała nam, że zaatakowali ich (40-latka oraz jego polskiego kolegę - red.), ponieważ usłyszeli (napastnicy - red.), że mówią po polsku - dodał Radosław J. na łamach tabloidu.

 

- Stał i jadł pizzę, kiedy go zauważyli. Nie mówił biegle po angielsku. Nie był w stanie odpowiedzieć na słowne zaczepki - opowiada.

 

Według jego relacji, przytoczonej przez "The Sun",  najpierw zaatakował jeden z nastolatków, po chwili kolejny, po kilku sekundach był bity przez 10 czy 12 osób.

 

 

Miejscowi unikają tego miejsca

 

Według tabloidu okolica, w której doszło do ataku, jest bardzo niebezpieczna. Nocą nawet miejscowi unikają jej, ponieważ przesiadująca tam grupa agresywnej młodzieży "zaczepia wszystkich".

 

Skatowanemu Polakowi próbował pomóc pracownik pizzerii, w której Arkadiusz J. kupił jedzenie. - Leżał na ziemi. Z jego ucha płynęła krew. Dotknąłem go, ale nie reagował - relacjonował.

 

Jak dodał, wiedział, że lubi tu przebywać grupa agresywnej młodzieży. Ostrzegłby Polaka, że z tego powodu nie powinien jeść przed lokalem.

 

"Policja nie widziała problemu"

 

Według brytyjskich mediów, policja wiedziała o agresywnej grupie przesiadującej w tym miejscu, która handluje narkotykami. Służby jednak nie reagowały.

 

Po ataku zatrzymano według "The Sun" pięciu 15-latków i jednego 16-latka. Czworo z nich wypuszczono za kaucją.

 

Brutalny atak

 

Do ataku doszło w sobotni wieczór. Tuż przed północą dwóch Polaków jedzących pizzę na placu handlowym The Stow w Harlow zostało zaatakowanych przez ponad 20-osobową grupę.

 

Przybyły na miejsce patrol policji znalazł obu mężczyzn - 40-letniego Arkadiusza J. i jego 43-letniego kolegę - nieprzytomnych, leżących na chodniku. Obaj zostali natychmiast zabrani do szpitala.

 

Młodszy z nich zmarł w poniedziałek wieczorem w Addenbrooke Hospital w Cambridge w wyniku odniesionych ran głowy. Starszy został wypisany po krótkiej hospitalizacji i jest w szoku - samego wydarzenia nie pamięta.

 

The Sun, PAP