Do impeachmentu 68-letniej Rousseff, która 12 maja została zawieszona w obowiązkach prezydenta, wystarczyłyby głosy 54 z 81 senatorów.

 

Dilmie Rousseff zarzuca się, że pożyczała pieniądze z państwowych banków, by łatać dziury budżetowe, maskując w ten sposób skalę problemów gospodarczych Brazylii. W ten sposób zwiększała swe szanse na reelekcję w 2014 roku.

 

Prokurator Julio Marcelo de Oliveira z brazylijskiego Ministerstwa Obrachunkowego oświadczył w Senacie, że udowodniono, iż w latach 2014 i 2015 Rousseff zmieniała budżet państwa bez zgody Kongresu oraz "korzystała z banków publicznych dla zdobywania środków na finansowanie programów socjalnych rządu", co miało narazić państwo brazylijskie na straty obliczane na 6 miliardów reali (1,87 mld dolarów).

 

Zdaniem prokuratora czyny zarzucane prezydent "nie mają charakteru przestępstw kryminalnych", jednak stanowią naruszenie konstytucji i Ustawy o odpowiedzialności finansowej, która reguluje wydatkowanie funduszów publicznych.

 

Prezydent odrzuca oskarżenia

 

Wygłaszając swoją mowę w senacie w poniedziałek prezydent przypomniała przypominając senatorom, że została wybrana przez ponad 54 miliony obywateli. Podkreśliła, że nie popełniła zarzucanych jej czynów. - Czuję gorycz niesprawiedliwości - dodała.

 

Proces o usunięcie jej z urzędu nazwała zamachem stanu. Jej zdaniem jest on "niesprawiedliwy i arbitralny". Ostrzegła również przed niebezpieczeństwem działań tymczasowego "uzurpatorskiego" rządu p.o. prezydenta Michela Temera z Partii Demokratycznego Ruchu Brazylijskiego. - Przyszłość Brazylii jest zagrożona - alarmowała.

 

"Uderzenie w prawa socjalne"

 

Dilma Rousseff stwierdziła, że oskarżenia kierowane pod jej adresem to pretekst ku temu, by "uderzyć w prawa socjalne", które wywalczyli Brazylijczycy od 2003 roku, gdy do władzy doszedł jej mentor i przyjaciel, poprzedni prezydent Brazylii Luiz Inacio Lula da Silva.

 

- Nie chodzi o mój mandat, próżność czy żądzę władzy. Walczę o demokrację, prawdę i sprawiedliwość. Wszystkich nas osądzi historia - podkreślała. Przypomniała również, że w epoce dyktatury była torturowana oraz że cierpiała na chorobę nowotworową, co sprawiło, że bała się o własne życie.  - Teraz boję się tylko śmierci demokracji - oznajmiła.


Proces w tej sprawie toczy się już 4 miesiące. Według ostatnich sondaży poparcie dla Rousseff jest rekordowo niskie i oscyluje wokół 10 proc., a odsunięcia jej od władzy chce ponad 60 proc. Brazylijczyków.

 

PAP, polsatnews.pl