Rozstawiony z "10" Monfils regularnie w trakcie tego spotkania zapewniał rozrywkę nowojorskiej publiczności. W pełnym biegu odbijał piłkę, trafiając wzdłuż linii, imponował grą w obronie, a raz rakieta wypadła mu z ręki i odbiła się od siatki, po czym spadła w pobliżu zaskoczonego Francuza.

 

Najbardziej kibicom utkwi jednak w pamięci sytuacja z początku drugiego seta. Zawodnik, który w czwartek będzie świętował 30. urodziny, wyskoczył odwrócony tyłem do kortu, próbując odbić wysoką piłkę, i uderzył prawą nogą w elektroniczny zegar. Gdy schylił się po rakietę, tablica z pomiarem czasu spadła, dotykając jego pleców, ale tenisista zdążył w porę odskoczyć i uniknął poważniejszego urazu. Kolizję gorzej zniosła tablica, która wymagała naprawy. Monfils spotkanie wygrał 6:4, 6:2, 7:6 (7-5).

 

- Kiedy jesteś w takim momencie meczu, to nie czujesz nic i po prostu skaczesz. Zobaczyłem spadającą tablicę. Zaskoczyło mnie to, bo zostałem lekko uderzony. Było to dość szczęśliwe, bo mogła spaść mi na kostkę lub łydkę i poważniej mnie zranić - mówił po meczu.

 

PAP