Wszystko zaczęło się od tego, że fotoreporter gazety robił zdjęcia w okolicy kancelarii premiera, w Alejach Ujazdowskich w Warszawie. Gdy podszedł do niego oficer BOR, dziennikarz wyczuł od niego woń alkoholu. "SE" pisze, że "funkcjonariusz bełkotał i chwiejnym krokiem oddalił się do  budynków Kancelarii".

 

Fotoreporter wezwał policję, a ta oficera BOR zbadała alkomatem. Okazało się, że mężczyzna miał 2 promile alkoholu we krwi. Tomasz Oleszczuk ze stołecznej policji powiedział gazecie, że "sporządzoną w tej sprawie dokumentację przekazano służbom kontrolnym Biura Ochrony Rządu".

 

Rzeczniczka BOR w rozmowie z polsatnews.pl potwierdziła, że badanie "wykazało obecność alkoholu", a "dla takich zdarzeń w Biurze Ochrony Rządu nie ma tolerancji" i że istnieje "duże prawdopodobieństwo", że postępowanie dyscyplinarne wszczęte w tej sprawie przez BOR "będzie skutkowało wydaleniem funkcjonariusza ze służby".

 

Jak podał "SE" mężczyzna w Biurze Ochrony Rządu pracował od 12 lat.

 

Natalia Markiewicz nie chciała ujawnić, czy wobec innych funkcjonariuszy BOR pełniących służbę tego dnia, którzy współpracowali z oficerem, który był pod wpływem alkoholu, zostaną wyciągnięte konsekwencje służbowe w związku z brakiem ich reakcji na zachowanie kolegi.

 

polsatnews.pl, Super Express