Chodzi o sprawę zwrotu w prywatne ręce atrakcyjnej działki obok Pałacu Kultury, której dawny adres to Chmielna 70, a wartość - nawet 160 mln zł. Została zwrócona, mimo że najprawdopodobniej wcześniej przyznano za nią odszkodowanie.

 

Jóźwiak podtrzymał zdanie, że działka przeszła w prywatne ręce z winy Ministerstwa Finansów, które nie poinformowało ratusza, iż powinna ona należeć do Skarbu Państwa, ponieważ wypłacono za nie odszkodowanie. Resort finansów odpierał dziś te zarzuty informując, że władze Warszawy zostały poinformowane w 2011 r., że dawny właściciel działki przy Chmielnej 70 otrzymał za nią pieniądze.

 

Jóźwiak tłumaczył: - Przypomnę, że same umowy indemizacyjne (o odszkodowaniach międzynarodowych) nie przenoszą własności na Skarb Państwa. Bardzo ważne jest wydanie decyzji przez ministerstwo, która potwierdza przejście tej działki na własność miasta. Te dokumenty przesłane przez ministerstwo były niekompletne. Uważamy jednak, że nasi urzędnicy również nie zachowali stosownej ostrożności w tej sprawie. Stąd dymisje w Biurze Gospodarki Nieruchomościami - powiedział w "Gościu Wydarzeń" w Polsat News.

 

"Ratunek dla 12 tys. mieszkańców"

 

Przypomniał, że problem reprywatyzacji pojawił się już w latach 90., ale dopiero teraz, dzięki tzw. małej ustawie reprywatyzacyjnej udało się ten problem w części uregulować. Stwierdził, że uratuje ona około 12 tys. lokatorów nieruchomości, co do których "roszczenia nie są spełniane". - Czyli np. nie można tej nieruchomości zwrócić, bo spadkobiercy nie zgłaszają się od 60 lat. Formalnie te budynki objęte są roszczeniem i miasto nie może w nie inwestować, bo nie jest ich właścicielem. Teraz będziemy mogli te roszczenie wygasić - tłumaczył wiceprezydent Warszawy.

 

Pytany przez Joannę Wrześniewską-Sieger o lokatorów już usuniętych z kamienic reprywatyzowanych stwierdził, że dzięki Hannie Gronkiewicz-Waltz wprowadzono możliwość przyznania im poza kolejnością i bez kryterium o dochodach nowego lokalu komunalnego. A seniorzy utrzymujący się z emerytury lub renty będą dostawać je z pominięciem wszelkich kryteriów, w pierwszej kolejności  – Już 3 tys. rodzin z budynków reprywatyzowanych otrzymało lokale od miasta – zaznaczył.   

 

Komisja nadzwyczajna nie dla stowarzyszenia "Miasto jest Nasze"

 

Wiceprezydent rozwiał nadzieje członków stowarzyszenia "Miasto jest Nasze", nagłaśniającego przypadki kontrowersyjnej reprywatyzacji gruntów. Chciało ono mieć swojego reprezentanta w komisji nadzwyczajnej Rady Miasta, która miałaby zbadać przekształcenia własnościowe i reprywatyzację od roku 1990.

 

- W takich komisjach mogą zasiadać tylko radni, natomiast jej posiedzenia są otwarte dla mieszkańców. Zapraszamy członków Stowarzyszenia, niech zabierają głos - powiedział.

 

Jóźwiak tłumaczył też, dlaczego nie przyjęto wcześniej rozwiązań porządkujących reprywatyzację w Warszawie. - Prezydent dwukrotnie się o nie starała. Prace w tej sprawie toczyły się nawet w Ministerstwie Skarbu. Tylko w ówczesnym stanie prawnym koszty takich rozwiązań szacowano na co najmniej 20 mld zł. Przełomowe było orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego (ws. "małej ustawy reprywatyzacyjnej"), który wskazał na możliwość miarkowania odszkodowań - stwierdził Jóźwiak.

 

"Silny mandat demokratyczny"

 

Na koniec zaznaczył, że nie obawia się wprowadzenia zarządu komisarycznego w Warszawie lub przedterminowych wyborów. – Niech wszyscy ci, którzy krzyczą o tych scenariuszach pamiętają, że prezydent Warszawy ma silny mandat demokratyczny. Liczba uzyskanych przez nią głosów, to trzeci lub czwarty wynik wśród wszystkich polityków w Polsce. Niech się zastanowi chociażby minister Beata Kempa, krzycząca w tej sprawie. Gdyby wcześniej opublikowała wyrok TK, "mała ustawa reprywatyzacyjna" obowiązywałaby już dzisiaj - podsumował.  

 

Polsat News