- Potwierdziliśmy, że będziemy nakłaniać Koreę Płn. do powściągliwości w związku z jej prowokacyjnymi działaniami i do przestrzegania rezolucji Rady Bezpieczeństwa - powiedział na konferencji prasowej w Tokio japoński minister spraw zagranicznych Fumio Kishida po spotkaniu z szefami dyplomacji Chin i Korei Płd.

 

Wobec północnokoreańskiego zagrożenia współpraca Japonii, Chin i Korei Południowej jest ważniejsza niż kiedykolwiek - zadeklarował Kishida.

 

Chiński minister Wang Yi oświadczył, że Pekin sprzeciwia się nuklearnemu programowi balistycznemu Korei Płn., a także wszelkim deklaracjom i czynom, które wywołują napięcie na Półwyspie Koreańskim.

 

To pierwsza wizyta szefa chińskiego MSZ w Japonii od odkupienia we wrześniu 2012 roku przez władze Japonii od prywatnego właściciela trzech z pięciu niezamieszkanych wysepek Senkaku (Diaoyu) na Morzu Wschodniochińskim. Zarówno Tokio, jak i Pekin roszczą sobie prawa do tych wysp.

 

"Ruch odwetowy" po manewrach USA i Korei Płd.

 

W komentarzu chińska agencja prasowa Xinhua napisała, że wystrzelenie przez Pjongjang z okrętu podwodnego rakiety balistycznej, która wpadła do Morza Japońskiego, może być odbierane jako "ruch odwetowy" po niedawnych wspólnych manewrach USA i Korei Południowej.

 

- Waszyngton i Seul prowadzą niebezpieczną grę. Igrają z ogniem w nadziei, że ich wymachiwanie szabelką odstraszy KRLD - napisała Xinhua.

 

Rakietę wystrzelono w środę rano czasu lokalnego z okrętu w pobliżu portu Sinpo na wschodnim wybrzeżu kraju, gdzie - jak pokazują zdjęcia satelitarne - znajduje się północnokoreańska baza łodzi podwodnych.

 

Dowództwo Sił Strategicznych USA (USSTRATCOM) poinformowało, że pocisk balistyczny, prawdopodobnie KN-11, przeleciał około 500 kilometrów i wpadł do Morza Japońskiego. USSTRATCOM zapewniło, że pocisk nie stanowił zagrożenia dla Ameryki Północnej. Według amerykańskiej armii był to najdłuższy jak do tej pory lot północnokoreańskiego pocisku wystrzelonego z pokładu okrętu podwodnego.

 

PAP