Według lekarzy, gdyby nie czujność kobiety, która zawiadomiła pogotowie, mogłoby dojść do zaburzenia krążenia lub oddychania.

 

- Dziecko zostało przyjęte w stanie ciężkim, w znacznym stanie odwodnienia, również ze zmianami, takimi jak odparzenia - powiedziała Polsat News dr Krystyna Stencel-Gabriel z kliniki pediatrii Szpitala Specjalistycznego nr 2 w Bytomiu.  

 

Mateusz po sześciu dniach pobytu w szpitalu wraca już do zdrowia.

 

Matka planowała wizytę u lekarza "w przyszłości"

 

Rodzice chłopca wrócili po przesłuchaniu do domu. Są pod dozorem policji. Przyznali się do winy, choć matka tylko częściowo.

 

- Widziała konieczność wizyty u lekarza, ale jej to umknęło. Planowała to w przyszłości. Podawała, że dziecko od 2 tygodni nie chciało jeść, ale zmuszała je do tego - powiedziała Dorota Nowak z prokuratury rejonowej w Bytomiu.

 

Mateusz był u lekarza trzy tygodnie temu. Wtedy wszystko było w porządku. Chłopiec ma półtoraroczną siostrę. Kiedy przyjechała policja, była w dobrym stanie. Dziewczynka jest teraz pod opieką babci.

 

Ojciec nadużywał alkoholu

 

- Mieliśmy sygnały, że w środowisku jest spożywany, czy nadużywany alkohol, natomiast nigdy nie zastaliśmy matki pod jego wpływem – powiedział Rafał Szpak z Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Bytomiu. Zapytany, czy ojciec nadużywał alkoholu, odpowiedział: - Była taka sytuacja, jest to potwierdzone, reagowaliśmy na to, była z nim przeprowadzona stosowna rozmowa.

 

Podczas zatrzymania rodzice byli trzeźwi, ale policjanci przyznają, że interweniowali w mieszkaniu pary kilka razy.

 

- Zakłócenia ciszy nocnej z uwagi na jakieś tam głośniejsze zachowania były. Także sąsiedzi to zgłaszali, jednakże nie odnotowaliśmy jakichś awantur, żeby dochodziło w tym mieszkaniu do kłótni - powiedział st. asp. Tomasz Bobrek, rzecznik komendy miejskiej policji w Bytomiu. - Jeżeli nie ma libacji alkoholowej, nie ma podstaw, żeby rodziców zatrzymać - dodał Bobrek.

 

Pieniądze z 500+

 

Rodzina utrzymuje się z pomocy społecznej. W sumie dostaje ponad dwa tysiące złotych, w tym tysiąc zł z rządowego programu 500+.

 

- Byliśmy dość często w środowisku. Pracownik był w lipcu cztery razy, podobnie w czerwcu. Rodzina była objęta wsparciem - powiedział Rafał Szpak.

 

O dalszym losie dzieci zdecyduje teraz sąd. Rodzicom grozi do 5 lat więzienia.

 

Polsat News