Do tej pory Siły Powietrzne nie utraciły żadnego MiG-a-29 w wyniku wypadku czy katastrofy; spisywano ze stanu jedynie samoloty, których nie opłacało się remontować.


Do pożaru doszło w czerwcu, podczas największych po 1989 r. ćwiczeń wojskowych Anakonda-16. O zdarzeniu poinformował w ubiegłym tygodniu "Dziennik Bałtycki", a za nim portale zajmujące się wojskowością. Gazeta, powołując się na anonimowego mieszkańca Malborka, napisała nawet, że "samolot spłonął". Do tej pory nikt nie podawał, jakie były przyczyny zdarzenia i skala zniszczeń.


"Nastąpił pożar wewnątrz samolotu"


Gen. Drewniak, który jest inspektorem Sił Powietrznych w Dowództwie Generalnym Rodzajów Sił Zbrojnych, powiedział we wtorek, że w trakcie uruchamiania maszyny doszło do uszkodzenia turbostartera. Zasadniczą częścią tego urządzenia jest mała turbina, która uruchamia i rozpędza o wiele większe turbiny silników odrzutowych napędzających samolot. Turbostarter jest zamontowany w samolocie między silnikami.


- Niestety nastąpiło urwanie łopatek wewnątrz turbostartera, które przy dużych obrotach zaczęły wylatywać z niego, przecinając elementy konstrukcji samolotu, w tym przewody, w których było paliwo podawane do uruchomienia silników głównych. Nastąpił pożar wewnątrz samolotu - powiedział Drewniak.


Generał podkreślił, że strażacy, którzy zgodnie z procedurami byli w pobliżu, momentalnie przystąpili do gaszenia ognia, ale pożar rozprzestrzeniał się głównie wewnątrz maszyny i dlatego trudno było go ugasić. - Płomień działał w najbardziej newralgicznych miejscach, jak przewody paliwowe, agregaty silnika, pompy. Niestety nie udało się ugasić tego w ciągu jednej sekundy - powiedział inspektor Sił Powietrznych. Dodał, że nikomu z obecnych w pobliżu pożaru nic się nie stało.


Komisja oceni straty


Drewniak poinformował, że incydent bada specjalna komisja. Zaleciła ona m.in. sprawdzenie urządzeń z tej samej serii remontowej. Oddzielne śledztwo w sprawie sprowadzenia pożaru samolotu wojskowego zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób oraz mieniu wielkich rozmiarów prowadzi wydział ds. wojskowych Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.


- Dowództwo Generalne, Inspektorat Wsparcia i Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 2 w Bydgoszczy mają ocenić straty i przede wszystkim wskazać, co dalej z tym samolotem, czy jest możliwe jego odzyskanie czy nie, a jeżeli jest możliwe, to ile to będzie kosztować. Na tej podstawie podejmiemy finalną decyzję - wyjaśnił generał.


Zdaniem Drewniaka ważna jest relacja koszt-efekt. W wariancie optymistycznym samolot będzie latał za kilka miesięcy, w najbardziej pesymistycznym - nigdy już się oderwie od ziemi. - Mamy części z MiG-ów, które pozyskaliśmy z Niemiec. Może się okazać, że w łatwy sposób zamienimy pewne elementy i samolot będzie latać. Może się okazać, że np. uszkodzone zostały elementy nośne. Wtedy naprawa będzie nieopłacalna - powiedział.


Nie było winy wojska


Przed otrzymaniem finalnego raportu generał nie chciał odpowiedzieć na pytanie, czy doszło do uszkodzenia elementów nośnych. - Myślę, że jeśli będzie decyzja o tym, że samolot nie może latać, to niestety będzie po prostu o jeden samolot mniej - dodał generał, dopytywany o możliwe scenariusze na przyszłość.


Z nieoficjalnych informacji  wynika, że uszkodzenia myśliwca są poważne i powstały wątpliwości, czy uda się go przywrócić do użytku. - Ja bym był ostrożny w ferowaniu wyroków. Czasami bywa tak, że ktoś zobaczy coś, co wydaje się poważną sprawą, a potem okazuje się, że można to w racjonalny sposób naprawić - skomentował generał.


Poinformował też, że dotychczasowe badania, podczas których stopniowo eliminowano różne hipotetyczne przyczyny pożaru, wskazują, że nie było błędu po stronie wojska. - Chcemy dokładnie sprawdzić proces remontowy tego urządzenia, bo wszystkie procesy technologiczne w bazie były zrobione prawidłowo - montaż, eksploatacja itd. Tutaj nie mamy wątpliwości - podkreślił generał.


"Jeden samolot mniej do obrony"


Z informacji wynika, że turbostarter był remontowany kilka lat temu przez przedsiębiorstwo z Ukrainy, będące podwykonawcą WZL nr 2.


Drewniak poinformował, że uszkodzeniu uległ samolot w wersji jednomiejscowej. Dodał też, że obecnie myśliwce MiG-29 latają normalnie.
Bartosz Głowacki z miesięcznika "Raport" ocenił, że uszkodzenie myśliwca "to duża strata, bo samolot wielozadaniowy to jest koszt nawet kilkudziesięciu milionów dolarów". - Może MiG-i nie są aż tak bardzo drogie, ale jest to jeden samolot mniej do obrony naszej przestrzeni powietrznej - powiedział Głowacki.


Innego zdania jest redaktor naczelny miesięcznika "Wojsko i Technika" Andrzej Kiński, który podkreślił, że MiG-i-29 będą używane jeszcze przez kilka lub kilkanaście lat, ale nie jest to sprzęt perspektywiczny, bo pochodzi z czasów Układu Warszawskiego. - Gdyby nawet trzeba było spisać ten samolot ze stanu, to jest to po prostu naturalny proces wykruszania się sprzętu - powiedział.


Najdłużej eksploatowana maszyna bez katastrofy w powietrzu


Obaj zaznaczyli, że samoloty z bazy w Malborku nie przeszły w ostatnich latach modernizacji, więc ich eksploatacja zakończy się wcześniej niż MiG-ów-29 z jednostki w Mińsku Mazowieckim.


Siły Powietrzne mają na stanie 32 myśliwce MiG-29. Połowa z nich stacjonuje w 22. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Malborku, druga połowa w 23. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Mińsku Mazowieckim. Maszyny z Mińska Maz. zostały w 2014 r. zmodernizowane.


MiG-29 jest w historii polskiego lotnictwa maszyną eksploatowaną najdłużej bez jakiejkolwiek katastrofy w powietrzu. Pierwsze myśliwce tego typu przyleciały do Polski w czerwcu 1989 r. Samoloty, które stacjonują w Malborku, należą do 22 maszyn przekazanych Polsce przez Niemcy w 2003 r. w cenie 1 euro za sztukę, wraz z uzbrojeniem i częściami zapasowymi. Pierwszy samolot przybył na to lotnisko w maju 2005 r.

 

PAP