Obama przyleciał do stolicy stanu, Baton Rouge. Spotkał się z miejscowymi działaczami i objechał z eskortą tereny zniszczone przez powódź. Planuje także spotkanie z rodzinami policjantów zastrzelonych w Baton Rouge przez snajpera w lipcu, po fali protestów przeciw zabójstwom nieuzbrojonych Afroamerykanów przez policję.


W wyniku kataklizmu w Luizjanie 13 osób zginęło; uszkodzonych zostało ponad 60 000 domów. 106 tysięcy ludzi zgłosiło się po pomoc rządu federalnego. Przeważająca większość ofiar powodzi nie była ubezpieczona. Rząd ogłosił stan klęski żywiołowej, co umożliwia wyasygnowanie dodatkowych środków dla powodzian.


Obama w ogniu krytyki


Kandydat GOP, jego polityczni sojusznicy i część mieszkańców Luizjany mocno krytykowali Obamę za to, że odmawiał wcześniejszego przyjazdu na tereny powodzi.


Prezydent przebywał do niedzieli na urlopie w nadmorskim kurorcie Martha's Vineyard w stanie Massachusetts, gdzie grał w golfa i podejmował gości, jak satyryk Larry David i koszykarz Alonzo Mourning.


Komunikat o podróży Obamy do Luizjany ogłoszono nazajutrz po wizycie tam Trumpa, któremu towarzyszył kandydat na wiceprezydenta Mike Pence.


Rzecznik Białego Domu Josh Ernest zapytany, czy krytyka ze strony republikańskiego kandydata skłoniła prezydenta do przyjazdu na tereny powodziowe, odpowiedział: „Oczywiście nie”.


Wizyta Trumpa "pomocna"


Demokratyczny gubernator Luizjany John Bel Edwards powiedział, że wizyta Trumpa była „pomocna, ponieważ zwróciła uwagę na ciężką sytuację, w jakiej się tutaj znajdujemy”.


Jako kandydat do Białego Domu w 2008 r. Obama krytykował ówczesnego prezydenta George'a W. Busha za to, że nie przybył od razu na tereny dotknięte huraganem Katrina pod koniec sierpnia 2005 r.


Biały Dom pytany wcześniej, dlaczego Obama nie przyjeżdża do Luizjany, odpowiadał, że nie chce, by wizyta, wymagająca wzmocnionej ochrony prezydenta, zakłócała prace nad usuwaniem skutków powodzi.


Kandydatka Demokratów na prezydenta Hillary Clinton powiedziała w poniedziałek, że zamierza przyjechać do Luizjany, ale nie poinformowała kiedy. Sztab jej kampanii podobnie jak Biały Dom uzasadniał, dlaczego Clinton nie wybrała się tam od razu.

 

PAP