Większość ofiar zamachu to Kurdowie. Ładunek wybuchowy eksplodował w sobotę w nocy. Wybuch był tak silny, że słychać go było prawie w całym mieście odległym o około 60 km od granicy z Syrią.

 

Wcześniej agencje informowały o około 30 ofiarach śmiertelnych i 94 rannych.

 

 

Kto odpowiedzialny

 

W niedzielę rano prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan wydał komunikat, w którym oznajmił, że za zamachem w Gaziantep może stać Państwo Islamskie; porównał je do zwolenników islamskiego kaznodziei Fethullaha Gulena oraz Partii Pracujących Kurdystanu.

 

Wybuch nastąpił, kiedy duża grupa uczestników weselnego przyjęcia wyszła na ulicę, aby tam kontynuować zabawę. Ślub i wesele odbywały się w społeczności kurdyjskiej.

 

Państwo Islamskie w przeszłości było oskarżane o liczne ataki terrorystyczne na Kurdów. Prowincja, w której doszło do zamachu, zamieszkana jest w znacznej mierze przez Kurdów walczących o autonomię.

 

Władze tureckie oskarżają przenikających z sąsiedniej Syrii dżihadystów z IS i dążących do autonomii Kurdów o ataki terrorystyczne. Fala przemocy na południowym wschodzie Turcji wzmogła się po załamaniu się w lipcu trwającego od ponad dwóch lat nieformalnego rozejmu z PKK.

 

 

Spirala przemocy

 

Władze tureckie oskarżają przenikających z sąsiedniej Syrii dżihadystów z IS i dążących do autonomii Kurdów o liczne ataki terrorystyczne. Fala przemocy na południowym wschodzie Turcji wzmogła się po załamaniu się w lipcu ubiegłego roku trwającego od ponad 2 lat nieformalnego rozejmu z PKK.

 

W czerwcu najprawdopodobniej bojówki z IS zaatakowały największy port lotniczy w Stambule zabijając 44 osoby.

 

Kraj wciąż boryka się z następstwami nieudanej próby zamachu stanu, do której doszło w lipcu i o który władze oskarżają przebywającego na emigracji w USA muzułmańskiego duchownego Fetullaha Gulena. Podczas puczu zginęło 240 osób, a prezydent Recep Tayyip Erdogan zarządził zakrojone na szeroką skalę czystki w armii, policji i administracji państwowej.

 

PAP