- Mili państwo, chciałbym państwa bardzo przeprosić. To, co się wydarzyło, jest dla mnie bardzo trudne. To jest najgorsze, co może przytrafić się sportowcowi. Wszyscy którzy trzymali za mnie kciuki - bardzo Wam dziękuję. A także rodzinie, która na pewno stanie za mną, będzie mnie wspierać i nie pozwoli mi się załamać - zaznaczył zawodnik Agrosu Zamość.

 

To już druga "wpadka" Fajdka, który cztery lata temu w Londynie nie zaliczył żadnej z trzech prób w kwalifikacjach.

 

- W Londynie dałem ciała, spaliłem trzy rzuty. Tutaj stało się coś, czego nie jestem w stanie sobie wytłumaczyć. Niestety, oddałem rzut na 100 procent i było to tylko na 72 metry. Fizjologia nie jest dla mnie zrozumiała. Nie wiem, co się wydarzyło. Już nie pierwszy raz. Taki upał powoduje, że coś ze mną jest nie tak - przyznał.

 

Fajdek w trakcie całego filmiku, który trwa ponad pięć minut, ma załzawione oczy.

 

- Może nie było mi dane zrobić tego tutaj. Ciężko mi jest w ogóle. Nie pamiętam nic co wydarzyło się w konkursie. Teraz okaże się kto jest moim prawdziwym fanem i okaże mi wsparcie. Będę każdemu z osobna wdzięczny i będę dziękował, bo niczego gorszego nie mogłem sobie wyobrazić. Już chyba lepsze byłoby rzucić trzy razy daleko i spalić na obręczy. W momencie jak wyszedłem na start, wszystko było ok. - rzucałem powyżej 77 metrów.

 

- Przyszło do konkursu i odcina mi prąd, nie mam energii, nie jestem w  stanie rzucać. To jest po prostu jakiś koszmar. To, co się wydarzyło jest dla mnie wielką niewiadomą. Nie jestem w stanie teraz określić, dlaczego było to aż tak bardzo złe, dlaczego was zawiodłem, dlaczego zawiodłem tak siebie - dodał.

 

Wygrywał wszystko

 

Podopieczny Czesława Cybulskiego przypomniał, że od dwóch lat praktycznie nie przegrał żadnych zawodów.

 

- Każde zawody, nawet z chorobą, z największymi problemami, wygrywałem. Przyszło do igrzysk, i niestety ten straszny dzień znowu nastał. Nie mogę zrobić nic więcej, tylko państwa przeprosić i mieć nadzieję, że zostaniecie ze mną i będziecie towarzyszyć mi dalej, a już więcej nie zawiodę - podkreślił.

 

Mistrz Europy zapewnił także, że zrobił wszystko, by w Rio wywalczyć złoty medal.- I cieszyć się z kibicami, z całym narodem, bo wiem, jakie były oczekiwania względem mnie. Sam miałem podobne. Ale to jest tylko sport. Nie ma żelaznych faworytów, to nie był mój dzień. Organizm odmówił mi posłuszeństwa, jeszcze raz bardzo przepraszam i mam nadzieję, że zostaniecie ze mną dalej i będziecie towarzyszyć mi w drodze sportowej, a w Londynie w przyszłym roku w mistrzostwach świata zrobię coś, z czego wszyscy będziemy dumni i będziemy mogli powiedzieć, że igrzyska to był po prostu kolejny wypadek przy pracy - powiedział.

 

"Pele też kiedyś nie strzelił karnego"

 

Fajdek nawiązał także do Anity Włodarczyk, która parę dni wcześniej nie tylko wywalczyła złoty medal olimpijski, ale także wynikiem 82,29 poprawiła własny rekord globu.

 

- Mam nadzieję, że kiedyś dorównam Anicie i pobiję rekord świata. Dziękuję bardzo za wysłuchanie tego filmu i obejrzenie go. Liczę teraz na Państwa wsparcie, bo na chwilę obecną czuję się bardzo ciężko. Przepraszam jeszcze raz i pozdrawiam serdecznie wszystkich. Miejmy nadzieję, że jeszcze nie raz zadziwimy świat. Pele też kiedyś nie strzelił karnego, a i tak jest legendą piłki nożnej. Mam nadzieję, że państwo to docenią, że starałem się jak mogłem. Nic więcej już nie jestem w stanie powiedzieć. To dla mnie bardzo emocjonujące, jestem cały roztrzęsiony. Przepraszam - podkreślił.

 

Na zakończenie zaprosił jeszcze na Memoriał Kamili Skolimowskiej, który w niedzielę 28 sierpnia odbędzie się na Stadionie Narodowym w Warszawie.

 

PAP