Ogłoszenie rozmieszczenia tego nowoczesnego systemu, zdolnego do zestrzeliwania samolotów, pocisków manewrujących i rakietowych pocisków balistycznych, nastąpiło dwa dni po wypowiedzi prezydenta Władimira Putina, że "Rosja nie zostawi bez odpowiedzi" rzekomej ukraińskiej działalności terrorystyczno-szpiegowskiej na Krymie.

 

Już w połowie lipca agencja RIA Novosti informowała, że żołnierze obsługujący rakiety będą stacjonować w Teodozji. Cytowała wicepremiera Krymu Rusłana Balbeka, który powiedział, że rozmieszczenie systemów rakietowych „zamknie na klucz” niebo nad półwyspem przed każdym atakiem z powietrza. Wyraził też przekonanie, że sam fakt pojawienia się na Krymie systemów S-400 będzie trzymać w szachu siły powietrzne państw NATO w całym regionie Morza Czarnego. 

- Dla tych, którzy będą chcieli pokręcić się w pobliżu krymskiej przestrzeni powietrznej lub wtargnąć z nią, będzie to faktycznie samobójstwo. Nie ma wątpliwości co do tego, że w NATO są odważni piloci, ale nie ma wśród nich kamikadze - mówił Balbek.

 

Zaostrzenie stosunków na linii Kijów-Moskwa

 

W środę rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa podała, że Ukraińcy planowali przeprowadzenie na Krymie ataku terrorystycznego, którego celem miała być krytyczna infrastruktura. Według FSB zlikwidowano tworzącą się ukraińską siatkę szpiegowską i udaremniono próbę przerzucenia innej grupy dywersyjnej na Krym; podczas akcji zginęło dwóch Rosjan. Strona ukraińska zaprzecza zarzutom.

 

Ukraiński prezydent Petro Poroszenko w czwartek zarządził podwyższenie gotowości bojowej ukraińskich sił stacjonujących w pobliżu granicy z Krymem i linii konfliktu w Donbasie.

 

Po doniesieniach FSB prezydent Władimir Putin oskarżył Ukrainę o stosowanie "praktyki terroru" w celu sprowokowania nowego konfliktu.

 

Informacjom FSB zaprzeczyły kategorycznie ukraińskie ministerstwo obrony i wywiad wojskowy, który według Moskwy miał organizować dywersję. Poroszenko oświadczył natomiast, że rosyjskie oskarżenia to fantazje i cyniczny pretekst do dalszych militarnych gróźb wobec Kijowa.

 

Ria Novosti, PAP