Jak zauważyło MSW, to o 65 osób więcej niż w tym samym okresie 2015 r., co oznacza, że nie doszło do nasilenia się fali migracyjnej w kierunku włoskich wybrzeży.

 

W porównaniu z 2014 r. liczba ta wzrosła o 4 tys.

 

Ponadto resort spraw wewnętrznych poinformował, że na terenie Włoch w stałych i tymczasowych ośrodkach przebywa obecnie 143 tys. migrantów; to o 40 tys. więcej niż przed rokiem. Z tej łącznej liczby 13 tys. przybyszów umieszczono w specjalnych chronionych strukturach dla osób ubiegających się o azyl i dla uchodźców.

 

Włoskim regionem, który przyjął najwięcej migrantów, jest Lombardia (13 proc.). To tam najgłośniej przeciwko dalszemu ich przyjmowaniu protestuje rządząca regionem prawicowa Liga Północna. 10 proc. migrantów przebywa na Sycylii, dokąd najczęściej zawijają statki i okręty z ludźmi ratowanymi z dryfujących łodzi.

Po 8 proc. migrantów jest w Kampanii, Wenecji Euganejskiej i stołecznym regionie Lacjum.

 

Wśród migrantów dominują Nigeryjczycy. Stanowią oni jedną piątą wszystkich przybyłych. Wielu jest też obywateli Erytrei, Gambii, Wybrzeża Kości Słoniowej, Sudanu i Gwinei. Poza tym z wybrzeży Afryki przypływają też migranci z Senegalu, Somalii, Mali.

 

"Kiedy komuś grozi to, że utonie, Włochy idą mu na pomoc"

 

Premier Włoch Matteo Renzi, odnosząc się do najnowszych danych dotyczących fali migracyjnej, oświadczył: - Notujemy liczby mniejsze niż w innych krajach Europy. Podkreślił, że w przypadku Italii skala napływu utrzymuje się na takim poziomie, co przed rokiem.

 

Mówiąc o operacji niesienia pomocy ludziom na łodziach i pontonach na Morzu Śródziemnym, szef rządu powiedział: - Bronię naszego prawa do ratowania życia ludzkiego, bo nic mnie nie obchodzą sondaże.

 

- Bo kiedy komuś grozi to, że utonie, Włochy idą mu na pomoc i to bez gadania" - stwierdził Renzi w czasie wtorkowego festynu lewicowego dziennika "L'Unita" w Emilii-Romanii.

 

Premier zastrzegł jednocześnie, że Włochy "nie mogą przyjąć wszystkich".

 

PAP