Od 2017 roku za godzinę pracy nie wolno będzie płacić mniej niż 12 zł, a po waloryzacji - około 13 zł - przewiduje nowelizacja ustawy o minimalnej stawce godzinowej za pracę, którą podpisał prezydent Andrzej Duda.

 

Zdaniem gościa Jarosława Gugały, nowelizacja oznacza "dosyć gwałtowny skok, jeśli chodzi o koszty pracy". Jak wyjaśnił, w przypadku wprowadzania tego typu regulacji "z reguły odbywa się jeden z trzech mechanizmów".

 

 - Próbuje się przerzucić te koszty na odbiorcę usług, czyli ostatecznie zapłaci ten kto kupuje. Jeśli nie można tego zrobić, wtedy dostawca usług będzie się starał ograniczyć koszty u siebie. Odbywa się to z reguły przez cięcie zatrudnienia. Trzecie wyjście polega na tym, że pracodawca próbuje zatrudnionego pracownika obciążyć częścią kosztów jaką ponosi w związku z wykonywaną pracą - tłumaczył członek Polskiej Rady Biznesu.

 

"Gwałtowny skok"

 

Jankowiak podkreślił, że choć wymóg stawki godzinowej zostanie spełniony, to zarobki niektórych pracowników nie będą się znacznie różniły od tych sprzed wejścia w życie ustawy.  - Rynek będzie starał uporać się z tak gwałtownym skokiem - przekonywał.

 

Dodał, że w ośrodkach lokalnych, "gdzie jest często jeden pracodawca, wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej będzie oznaczało zmianę całej struktury zatrudnienia". - Inaczej mówiąc, oznacza to konieczność podwyżek płac w całym szeregu zatrudnionych w ośrodkach, które są dosyć daleko od miejsc, w których można znaleźć więcej ludzi do pracy - stwierdził.

 

polsatnews.pl